Rzeczywiście, mnie coś na mózg padło... II
Dziś odebrałam autko od tego poleconego mechanika na Słowackiego 83 w Gdańsku, miał wyregulować zawory, wymienić olej w skrzyni i podciągnąć jakiś pasek koło koła...
Niby wszystko super, auto przy nim na benzynie równo i cicho. Zapłaciłam i do domu... Przełączam na gaz i masakra... obroty spadają poniżej 600, przy hamowaniu gaśnie... kurde, trzeba koniecznie wyregulować gaz, pewnie nie ogarnia nowych ustawień zaworów, tak sobie myślałam i spokojnie na benzynie wróciłam do domu
wieczorem do stajni, pech, nie wzięłam telefonu... testuję czy na benzynie wszystko działa i super, cicho silnik pracuje, skrzynia miękko zmienia, trochę podgoniłam gdzieś do 100km i zawał... zaczęło autem rzucać, jakby silnik chciał wyskoczyć, tak do przodu szarpać... przestraszona przełączyłam na gaz, silnik się uspokoił, do świateł oczywiście, gdzie zgasł, bo nie zdążyłam utrzymać na N obrotów

może jakiś syf z rezerwy?? z duszą na ramieniu na pierwszą stację po nosem i dawaj 15litrów beni... zapaliłam, powoli ruszyłam, jakoś z ociąganiem bieg wskoczył, albo już miałam omamy... te kilka km do stajni niby było gładko, chwilowe jakby zamulenia na gazie, jakby sprzęgło łapało?? No ale jak wracałam ze stajni to się spłakałam... skrzynia wariuje... CZY KAŻDY MECHANIK KTÓRY DOTKNIE SIĘ DO MOJEGO AUTA MUSI JE ZEPSUĆ?!
on miał tylko zmienić olej! co mogło się stać? Dziś już się nie dodzwonię, jutro od rana będę go gnębić