c.d. postu poniżej 544 znaków:
Ok. rok temu żony szukała policja i straż pożarna, bo ktoś zgłosił, że na parkingu osiedlowym z jej pojazdu gaz się ulatnia (tak głośno syczało). Straż pożarna dała wtedy kwitek, że zakaz dalszej jazdy tym pojazdem na LPG. Potem gazownik odciął instalację gazową i żona teraz tylko na benzynie jeździ i już LPG nie kocha (przestraszyła się, że mogła wtedy zginąć w wybuchu).