1. Nie pisz posta pod postem, używaj opcji "modyfikuj".
2. Blacharz mógł to inaczej ująć, ale przynajmniej dość obrazowo Ci przedstawił koszty. Dla mnie nie ma argumentu "przekracza wartość pojazdu", za to jest argument "co innego mogę za tę kwotę zrobić". Bo jeśli np. za równowartość naprawy blacharskiej jesteś w stanie kupić idealnie zdrowe nadwozie np z padniętym silnikiem, to warto to przemyśleć, z tym, że nie wiem, gdzie chciałbyś takie nadwozie znaleźć.
Teraz decyzja należy do Ciebie, bo jeśli liczysz, że Ci to ktoś za 5 stówek zrobi i da na to gwarancję, to rzeczywiście lepiej przestać liczyć i oddać auto do huty. Naprawdę nie ma taniej blacharki, a na cenę usługi najbardziej narzekają ci, którzy w życiu spawarki w ręce nie mieli.
3. Gorsze rzeczy spawałem i auta jeżdżą. Kielich standardowo wygnity - typowe zaniedbanie i nieznajomość konstrukcji pojazdu przez użytkownika. Mnóstwo roboty, naprawdę mnóstwo, ale nie ma, że się nie da, po prostu trzeba usiąść, wyciąć i spawać, bo żadne kity, żywice i inne zapychacze nic Ci tu nie pomogą.
Kielich wcale tak źle nie wygląda, przynajmniej na zdjęciu.
Co do nadkola to wszystko da się zrobić:
Rob, weź pod uwagę, że to nie przednie nadkole, jak u Sławka, tylko tylne nadkole i kielich, co oznacza, że dostępu tam po prostu nie ma. Opcje są dwie: albo rozbiórka auta do gołego nadwozia, odwrócenie do góry kołami i spawanie od spodu, albo wycinka od środka do oporu, przy czym dostanie się do zewnętrznej części kielicha jest możliwe dopiero po zdjęciu tylnego błotnika lub wycięciu sporej części nadkola.
W to, co widać na zdjęciu kielicha wystarczy stuknąć śrubokrętem, żeby zobaczyć oponę.