Witajcie!
To mój pierwszy post na tym forum, i niestety od razu z problemem. :(
Posiadam Toyotę Auris TS Hybrid 2013 r. Do tej pory wszystko hulało bez zarzutu.
Tak się zdarzyło, że przez ostatnie kilkanaście dni (ok. 2 tygodnie) auto było na postoju, na zewnątrz (przebywam aktualnie na północy Szwecji i bywają tu mrozy).
Dzisiaj próbowałem odpalić samochód i niestety bezskutecznie. Po wciśnięciu przycisku Start zaświeciło się wszystko na desce rozdzielczej (tak jak normalnie) na parę sekund, ale silnik się nie odpalił, światła z przodu tylko mignęły i nagle wszystko przygasło. Sytuacja powtórzyła się samoczynnie kilka razy (tak jakby sam próbował zapalić, bez ponownego wciskania startu), aż wreszcie już zgasło wszystko i auto przestało reagować na kolejne naciśnięcia przycisku Start (pojawiała się tylko pomarańczowa ikonka silnika).
Potem samochód już nawet nie chciał się zamknąć z elektronicznego kluczyka, nie składały się też lusterka.
Bateria (tzn. akumulator silnika trakcyjnego) był przed postojem naładowany niemalże na full. Wcześniej auto miewało ok. tygodniowe postoje i odpalało bez problemu, wskaźnik naładowania akumulatora trakcyjnego nawet nie drgał (tzn. nie rozładowywał się samoczynnie przez tydzień postoju nawet w Szwecji przy -15 st.).
Głównie ostatnio robiłem dość krótkie trasy po kilka km, na światłach, przy niemal maksymalnym grzaniu kabiny. Myślę, ze mogłem rozładować aku 12V... Co o tym sądzicie?
Z Waszego doświadczenia, jak teraz "pożyczę" prąd od kogoś, tj. odpalę na kablach od innego samochodu, to da radę ten akumulator jeszcze odratować, czy raczej od razu kombinować prostownik i naładować na full? Ewentualnie, jeśli nie akumulator 12V, to co mogłoby być potencjalną przyczyną takiego zachowania...?
Dzięki serdeczne za pomoc i życzę pomyślności i wielu bezawaryjnie przejechanych kilometrów w nowym roku.