Witam raz jeszcze. Termostat wymieniony, płyn także. Wszystko na mieście hulalo i w ogóle super. Dziś jednak wylądowałem w korku, stałem 30 min, co chwilę ruszanie na kilka metrów. I działo się coś dziwnego - spod maski wydobywala się para (albo dym, ale raczej para). Gdy włączyłem nawiew - smród straszny, jakby jakiś plastik się palił. No strasznie. Gdy stanąłem, podniosłem maskę - miałem wrażenie, że dymi z chłodnicy, nie z korka, a jakby z całej płaszczyzny.
Auto stanęło na parkingu na 2h, wróciłem - objawy zniknęły. Pojechałem znowu 100 km i... podczas jazdy autostradą wskaźnik temperatury silnika spadł w pewnym momencie do zera. Wskaźnik był na zero. Gdy wjechałem do miasta, wiadomo, mniejsza prędkość, światła itp - wskaźnik w kilka sekund skoczył do połowy i tak się utrzymywał aż dojechałem do celu.
Gdy podniosłem maskę - czuć było ciepło, nie był silnik zimny, taki normalny. Płyn w zbiorniku - jest, nie ubywa nawet o szklankę.
To normalne? Co tym razem? Ktoś ma pomysł? A może już sam wariuje?