Temat omówiłem bardzo ogólnikowo i oboje koledzy macie rację
DPF zatyka się ponieważ często wtryski leją i już nie daje rady się wypalać, aczkolwiek jednocześnie zwracam uwagę na to, że nawet z sprawnymi wtryskami diesle też dymią i nic z tym nie zrobimy. W końcu po to jest ten filtr, żeby sadzę zbierać a potem rozdrobnić. Może powiedzenie, ze stary Jelcz jest bardziej ekologiczny jest nieco przesadzone ale porównanie miało na celu pokazanie, że lepiej było by w ogóle we współczesnych dieslach nie stosować filtrów DPF. Trzeba rozdzielić dwie kwestie. Czy silnik emituje za dużo sadzy, czy filtr DPF ją dodatkowo rozdrabnia. Z wiedzy którą prezentuje ten Pan Profesor wynika, ze najlepszą sytuacją był by sprawny silnik diesla bez filtra ponieważ nie emituje zbyt dużo sadzy oraz nie jest ona rozdrabniana do groźnej formy. Bo filtr może tylko sprawić, że sadza zostanie rozdrobniona do groźnej formy, nawet kiedy będzie jej mało. Wiadomo, że silnik z zużytymi wtryskami jest złym pomysłem, bo po chwili zapcha DPF a potem będzie sypał sadzą po asfalcie. Ani jedno ani drugie nie jest dobre.
Co do postępu- zgadzam się. Jedynym hamulcem rozwoju samochodów elektrycznych jest technologia akumulatorów. Ale czemu akumulatory nagle ni z tego ni z owego się zatrzymały w rozwoju? Tego nie wie przeciętny śmiertelnik.
Obecne akumulatory w Tesli nie są ani żywotne ani wystarczająco pojemne aby wszyscy mogli jeździć na prąd. Powołuję się tutaj na tekst Wojtka Pietrusiewicza z magazynu iMagazine. Przeprowadził on wywiad z posiadaczami Tesli podczas jakiejś prezentacji samochodów tej marki w Kostomłotach pod Wrocławiem. I z grubsza mówiąc to zasięg faktyczny jest znacznie mniejszy a do tego pojemność zauważalnie spada po około 3-ech latach.
Co ciekawe o samochodach elektrycznych również miałem wykładany temat i jeszcze większym problemem od pojemności i żywotności akumulatorów jest kwestia obciążenia energetyki. Rzekomo aktualny przemysł energetyczny nie jest w stanie pokryć potencjalnych potrzeb na energię samochodów elektrycznych. Z wyliczeń (nie pamiętam kogo) wynika, że aby zelektryfikować komunikację miejską we Wrocławiu należało by postawić kolejną elektrownię o mocy połowy obecnej. A to tylko komunikacja. Niby z energetyki jest zasilany transport szynowy ale jest on znacznie mniej prądożerny ze względu na mniejsze opory toczenia. Z tą kwestią zmagają się już superchargery Tesli. oferują one opcję super szybkiego ładowania. Niestety na 4 stanowiska szybkie ładowanie może być włączone tylko na dwóch, jeżeli podjedzie więcej samochodów to niestety szybkie ładowanie jest niemożliwe ponieważ sieć energetyczna nie jest w stanie tego udźwignąć.
Taka mała dygresja i wyliczenie na szybko dla porównania konsumpcji energii: Lokomotywa elektryczna o sile 4200 KM (moc lkomotyw jest w kilowatach ale przeliczmy na konie) jest w stanie ciągnąć skład o masie 3200 ton, minus ciężar wagonów co daje stosunek 1,76 konia na tonę ładunku. Pierwszy z brzegu 390 konny Renault Magnum bierze (chyba) 24 tony, co daje 16,5 konia na tonę towaru. Tak "pi razy oko" 21 razy więcej zapotrzebowania na energię przez transport drogowy na oponach pneumatycznych. Jeśli trzeba było by to zelektryfikować to konsumpcja pojazdów na oponach pneumatycznych położyła by energetykę. W związku z tym badania rozwojowe są bardzo skupione na oponach, ponieważ aktualnie to one generują ogromny hałas i straty energii.