Witam wszystkich.
Dziękuję za odwiedzenie mojego tematu w którym chcę przedstawić jak poradziłem sobie doraźnie ze sfatygowanym znaczkiem (logo) Toyota na kierownicy.
Szanse na kupienie oddzielnie tego ustrojstwa są równe zeru, stąd pomysł na mini regenerację

Zacznijmy od tego ,że powód aby go odratować był spory ponieważ wyglądał słabo, był po prostu zajechany jak pięty Mojżesza

Proszę zerknąć ,oto on:

Brzydal prawda?
No właśnie.
Nie wiem jak to się stało ,że tak wygląda. Tak już było po kupnie auta. Może poprzedni właściciel miał nerwicę i skrobał pazurami po tym? Nie wiem.
A więc do dzieła.
Na początek czekał mnie demontaż owego znaczka z kierownicy.
Po kilku słowach zamienionych w innym temacie na tutejszym forum przystąpiłem do działania.
Plan "A" zakładał ,że spróbuję go zdjąć bez jakiejkolwiek ingerencji w poduszkę i bez rozbierania czegokolwiek.
Plan "B" wiązał się z rozebraniem plastików i zabraniem się od środka do kołeczków montujących logo.
Przy pierwszym podejściu do sprawy szybko okazało się ,że plan "A" wypali

Małym ,płaskim śrubokrętem podgiąłem delikatnie logo a kołeczki same zaczęły się wyciągać z czarnej pokrywy poduszki.
Znaczek okazał się miękki jak kupka niemowlaczka i o żadnym pęknięciu nie było mowy, choć powietrze miało temperaturę 2'C.
Zaznaczam od razu ,że przy wyciąganiu kołeczków zostają one zniszczone (po części ale o tym za chwilę) gdyż miękki plastik rozciąga się dosłownie jak guma w majtach

ale gdybym rozebrał wszystko i próbował to zrobić od spodu to i tak musiałbym je zniszczyć, więc luźna łydka.
Po wyciągnięciu tego obdrapusa widzimy od spodu coś takiego:

Odciąłem ucinaczkami wszystkie cieniutkie kołeczki i zostawiłem tylko cztery te grubsze, które są zaznaczone na kolejnym fotosie, posłużą mi one jako kołki ustalające przy ponownym montażu logo.

Kolejny krok to oczyszczenie plastiku z resztek farby/pseudo chromu i lakieru.
Poszło z tym gładko. Szczotka i Cif poradziły sobie bezbłędnie:

Po pozbyciu się starej farby nie pozostało mi nic innego jak delikatnie zmatowić całość i przystąpić do położenia czegoś co będzie wyglądało lepiej niż na pierwszym zdjęciu.
Znów dwa plany.
Pierwszy, to oklejenie srebrną folią tzw. tuningową i wydawało mi się ,że będzie to strzał w dziesiątkę, ale życie szybko zweryfikowało moje zapędy bo znaczek okazał się zbyt mały i okleina mocno się marszczyła.
Po kilku próbach, grzaniu foli i różnych cudach porzuciłem tą drogę.
Drugi i prostszy plan ale mniej moim zdaniem efektowny i trwały to pomalowanie szprajem całości na srebrno.
Tak też zrobiłem.
Po zabiegu otrzymujemy coś takiego:


Wiadomo, nie jest taki świecący jak oryginał ale na pewno nie wygląda tak kiepsko jak było pierwotnie.
Będzie się komponował ze srebrnymi plastikami na kierownicy.
Zdjęcia trochę przekłamują kolor, bo robione były przy sztucznym świetle, ale zapewniam ,że jest po prostu srebrny.
Montaż przewiduję na jutro więc zdjęcia na kierownicy wrzucę w kolejnym poście, mam nadzieję jutro.
Logo przytwierdzę na porządną dwustronną taśmę, którą przyklejałem już niejedno i wiem ,że będzie trzymała tak samo jak nie lepiej niż gumowate kołeczki. Mógłbym to zrobić klejem sekundownym, ale chcę sobie zostawić "furtkę" w razie gdybym wpadł na lepszy pomysł. Taśmę na siłę oderwę, z klejem może być gorzej.
Uprzedzając Wasze komentarze w kwestii bezpieczeństwa ,wybuchających poduszek ,latających znaczków które wybijają oczy itd. zaznaczam ,że robiłem/robię to na własną odpowiedzialność i nikogo do tego nie namawiam. Jeśli się ktoś zdecyduje na taką modyfikację bierze za swoje czyny pełną odpowiedzialność.
Dziękuję za poświęcenie chwili uwagi

Pozdrawiam.

