Snickers, ja się staram rozumieć, ale przyjmijmy pewne granice. Skoro już zostałem wywołany do tablicy, to:
1) z jakiegoś powodu nie wziąłem nowej Camry, choć dostałem mooocno atrakcyjne warunki jeszcze przed premierą i była kilkutygodniowa burza mózgu czy na pewno potrzebuję kolejny samochód, nawet jeśli jest nowy, z gwarancją i jest to Camry.
2) argumenty, które Sinuspi przytacza są dość mocne, jednak mnie (z racji hobby, pasji ale i wykonywanego zawodu) trochę śmieszą, głównie dlatego, że sam używałem takich -naście lat temu, świata poza moją ówczesną Camry nie widząc. Przy czym jedno się sprawdziło - D4D okazało się ślepą uliczką, a ilość problemów z D-CATem i całą AD-serią przewyższyła ilość problemów z moim archaicznym VZ-em.
3) uwielbiam te stare Japońce i jestem idealnym kandydatem na grzyba, który całe życie jednym autem przejeździł, ale nie mam żadnych ambicji do udowadniania komukolwiek wyższości 30-letniej Camry nad nową. To są po prostu inne auta. Stare jest fantastycznie zaprojektowane pod serwis i świetnie wykonane, dzięki czemu (o ile się nie zbiodegraduje) to nie istnieje w nim coś takiego jak resurs. Ma rewelacyjnej jakości materiały (głównie mówię o wszelkich silnikowo-skrzyniowych sprawach, ale również o welurach i plastikach w takiej 2 czy 3 gen). Nowe jest nowoczesne, ma sporą (choć i tak mniejszą niż konkurencja) ilość elektroniki, jest bezpieczniejsze (bez dwóch zdań!), cichsze i - co za tym idzie - wygodniejsze, choćby przez kąt natarcia szyby, wygłuszenie kabiny, konstrukcję drzwi czy uszczelek. Materiały są takie sobie i myślę, że nie trzeba nikomu mówić, że ta skóra to się ze skórą nie bardzo widziała, a szmatę - zwaną obecnie welurem - należy przemilczeć. I nie ma co z tym walczyć, po prostu jeden woli takie, a drugi inne, jednak mimo całej mojej ślepej miłości do 3gen, gdybym miał jechać w trasę 2kkm ciurkiem, to wolałbym jechać tą nową. I nie dlatego, że stara się zepsuje, a jak klęknie po drodze to jest fajnie, bo sobie naprawię dwoma kluczami za 15min na stacji i pojadę dalej, tylko dlatego, że w nowej jest ciszej i ma lepsze światła, a niestety -naście lat nocnych tras odcisnęło piętno na oczach. I wrócę zniesmaczony, że w starym jest klimat, a nowym się po prostu przemieszczam, ale wysiądę i będę się nadawał do czegokolwiek, a nie do utylizacji. Ostatnio przeleciałem 700km nocą w deszczu w 3gen i był dramat. A jest to auto, które ma naprawdę świetne światła (bo fabrycznie nowe oryginały z dobrymi żarówkami), i tu jest właśnie największy przeskok w technologii między nawet idealnym halogenem a wysokiej jakości LEDem.
4) kwestia bezpieczeństwa - zarówno czynnego jak i biernego: półtora roku temu miałem dzwona w 3gen. Wyszedłem z auta o własnych siłach, choć lekarz stwierdził, że bardzo go dziwi fakt, że w ogóle żyję. O ile czynne w tej sytuacji i przy porównaniu stare vs nowe, wiele by nie dało, o tyle bierne w nowym zapewne spowodowałoby, że nie musiałbym się od tamtego czasu rehabilitować ze skutkiem - jak na razie - mizernym, i - przyszłościowo - niepewnym. W skrócie: gdybym siedział w nowej Camry, to pochłonęłaby więcej energii niż stara, w związku z czym byłaby mniejsza szansa, że pacan, który we mnie wjechał, zrobi ze mnie kalekę.
5) kupić nowe czy stare: przecież (podobno) jest demokracja. Pomijając kwestie finansowe, to każdy jeździ tym, czym chce. Stąd rozumiem też podejście, że ktoś kupił nowe, za 3 lata sprzeda i kupi kolejne nowe, więc ma gdzieś czy mu baterie padną po 10 latach, czy mu podwozie zardzewieje po 5 i czy te LEDy to będą drogie w naprawie, jak się w końcu spalą. Jednak jeśli ktoś kupił z zamiarem dłuższej eksploatacji, to nie ma się co śmiać, bo patrząc po obecnych 5-10 latkach, będzie naprawdę rudo od spodu. Mam nadzieję, że prędzej czy później trafi mi w ręce jakaś nowa Camry do konserwacji, tak, żeby ją po 5 czy 7 latach porównać z taką niedotykaną.
6) serwis: z jednej strony cała ta elektronika zła, bo trzeba mieć testery, licencje, abonamenty, łączyć się z serwerem producenta, żeby cokolwiek zrobić, ale - z drugiej - mam auto z gaźnikiem, japońskim. Z niezliczoną ilością podciśnień, dźwigienek, membran, zaworków i sprężynek. Żeby było jeszcze weselej, w aucie jest już lambda, kat, EGR i EVAP, dzięki czemu stopień komplikacji systemu rośnie geometrycznie. I z tym gaźnikiem jest problem i to gruby. To jest moment, w którym nawet taki zatwardziały fan technologii sprzed dekad jak ja, całuje auta z OBD2 w szesnastopinowe gniazdo.