Cóż... dyskusja zaczyna się robić dość ciekawa, rzeczowe argumenty zdają się odbijać jak Volvo od betonu
Sinuspi - pomijając Twoją (i moją) miłość do "kiedyś było lepiej", to niestety, ale racji nie masz. Powiedzmy, że jakieś tam szczątkowe wykształcenie zdobyłem, i jak już ze sporym trudem skończyłem podstawówkę, to wiedziałem, że fizyki oszukać się nie da. Bo każdy KAMAZ ma gdzieś nasze kontrolowane strefy zgniotu, ale:
1) jak już wspominałem - zdarzyło się pechowo, że ktoś mógł pozbawić mnie życia, choć wciąż żyję na przekór sprawcy i lekarzom. Ba, nawet pracuję i dalej szlifuję rdzę, a do tego z nieziemską wręcz przyjemnością używam ponadtrzydziestoletnich samochodów tak często, jak tylko mogę. Bo są przefajne i cieszę się nimi jak dziecko. I choć je znam na wylot, to za każdym razem odkrywam na nowo (i to nie jest Alzheimer). Jednak gdybym wtedy którymś z nich jechał - nie byłoby mnie tu. Gdybym jechał nowym - nie byłoby wielu innych problemów. Gdybać można zawsze.
2) co do właściwości metalu: moduł Younga jest z grubsza taki sam dla stali nisko- i wysokostopowej, bo wciąż jest to stal (przynajmniej tak mi się wydaje, i w razie czego proszę mądrzejszych o poprawienie). W produkcji samochodów stosuje się stale, które muszą spełniać szereg, często wzajemnie wykluczających się właściwości, ponieważ oczekuje się jednocześnie wysokiej tłoczności na zimno i sztywności. Potrzebna jest stal, która jest możliwie wysokoodporna na korozję, ale jednocześnie da się łatwo zgrzewać (proces produkcyjny) i spawać (procesy naprawcze) w tani i powszechnie dostępny sposób. Do tego musi być tania w zakupie i mieć kilka innych wad i zalet, które - jak pisałem - nie idą z sobą w parze. Dodatkowo bardzo istotną jest kwestia masy pojazdu, bo - wiadomo - prowadzenie, spalanie, ekologia. Dlatego używa się stali o podwyższonej wytrzymałości, bo dzięki nim można zmniejszyć przekroje elementów, a co za tym idzie ich masę, przy zachowaniu projektowej sztywności konstrukcji. To, że zaoszczędzoną masę dopycha się elektroniką, dzięki czemu taki Auris I z D-Catem ważył tyle, co Camry 3gen z VZ-em, to już pominę. Znak czasów. Za to wciąż są lekkie auta, ot, choćby 301, którym musiałem przez jakiś czas jeździć, ważył 1020 czy 1100kg.
3) strefy zgniotu - Twoje Volvo było jednym z najbezpieczniejszych aut SWOJEJ EPOKI, i to mimo wzdłużnie umieszczonej rzędówki. Tyle, że w tamtej epoce były zupełnie inne priorytety niż obecnie. Nie mam tu na myśli księgowych (bo to jest totalne uproszczenie dla laików, że księgowi projektują samochody), tylko globalną mentalność ludzi i ich aktualne potrzeby. Dlatego wtedy produkowano auta, które jeżdżą do dziś, ale w których zupełnym przypadkiem można obecnie zginąć na drodze, bo się zmieniły czasy. Jest kilka razy więcej aut na drodze, są kilka razy większe prędkości średnie, a to właśnie musi być brane pod uwagę przy projektowaniu kolejnych systemów bezpieczeństwa czynnego czy biernego, bo niestety, ale wielu ludzi nie nadąża już za tym, co mają pod butem, dzięki czemu później oglądamy coś, co wygląda jak mielonka bez szans na identyfikację modelu pojazdu i jego zawartości. Zrozum, że ludzkość nie jest obecnie zainteresowana samochodem, który będzie jeździł 30 lat, bo ważniejsze jest, żeby był wygodny i się łączył ze smartfonem. Mnie to niepotrzebne, ale dla innego będzie priorytetem przy wyborze auta (i smartfona). Przy okazji pomyśl, dlaczego Volvo przeszło z silników wzdłużnych na poprzeczne 5 i 6-cylindrowe i jak to się ma do bezpieczeństwa pasażerów.
Dla Ciebie zaś, jako pasażera (i to bez wnikania w przekonania i sentymenty) najważniejsze jest to, żeby z wypadku wyjść możliwie mało poturbowanym (czytaj: żeby spracowało wszystko poza klatką bezpieczeństwa, a ta pozostała maksymalnie nienaruszona). Bo to nie prędkość zabija, tylko przeciążenia przy jej wytracaniu. I to jest właśnie ten punkt, gdzie racji nie masz. Bo Twoje Volvo (w Twojej opinii) jest w stanie zburzyć dom i pojechać dalej. Co również jest bzdurą, patrząc chociażby na test, który wrzucił
dziadek_tadeusz.
Problem w tym, że nawet jeśli ono ten dom zburzy, to trzeba będzie wymienić kierowcę, żeby móc kontynuować podróż. Bo poprzedni będzie miał takie obrażenia wewnętrzne spowodowane przeciążeniem (czyli energią, którą nadwozie oddało w Ciebie zamiast pochłonąć), że będzie już po drugiej stronie tęczy. Obrazowo: np. mózg się rozpryśnie o czaszkę. W środku.
4) tak się też przypadkowo składa, że mam na posesji pozostałość po wąsatym kurduplu, która jest częścią linii umocnień Stellung B2. Mowa o Regelbau 621, jedynym w okolicy i jednym z trzech czy czterech w kraju. Przyznam Ci z pokorą, że jest to fantastycznie trwały wynalazek, bo ilość cementu używana przy produkcji betonu przekraczała kilkakrotnie wszelkie ówczesne (i obecne) normy. Dzięki temu po prawie 80 latach nic mu nie dolega, a skuwanie jednej z wieżyczek trwało baaardzo długo, utrudniane przez zbrojenie z gładkich prętów fi 16 czy 18, dodatkowo spawanych ze sobą. Sufit ma szalunki tzw. tracone, i ogólnie jest tam jeszcze kilka innych fajnych rozwiązań technicznych, które były - podobnie jak Twoje Volvo - niepokonane w swojej epoce, ale dziś bezużyteczne, bo pierwszy lepszy pocisk kumulacyjny sobie z nimi poradzi - tak się zmieniła technologia.
5) poproszę o namiar do pana od gaźników, bo większość szczerzy zęby na widok Solexów i Weberów, a jak słyszy Aisan to blednie, nagle zasięg słaby, telefon się rozładował, proszę zadzwonić po świętach, najlepiej wielkanocnych, tych za 3 lata.
6) taką mam specyfikę pracy, że nieraz muszę te 700 czy 1700 przejechać. Dlatego też bardzo cenię sobie szybkie, ciche i wygodne auta, bo kierowca zmęczony to potencjalny denat lub twórca denata. Ot, choćby sytuacja z sierpnia, gdzie oko mi spadło i dwa jelenie zamieszkały pod maską. Tu jednak wygrał gabaryt pojazdu, i nawet Twoje Volvo projektowane pod łosie i renifery nie uratowałoby mi tyłka w tej sytuacji.
Poruszyłeś jednak bardzo istotną kwestię, mianowicie te wszystkie przydasie, które są w nowych autach i stopień zaabsorbowania nimi kierowcy. To jest coś jak różnica między telefonem a smartfonem. Jedno dzwoni, kiedy ktoś potrzebuje z Tobą kontaktu. Drugie dzwoni cały czas. Bo aktualizacja softu, bo nowa wiadomość na fejsie, bo apka potrzebuje dostępu, bo ktoś polubił Twoje zdjęcie Miałem okazję czymśtam kiedyś jeździć, i po 30km miałem serdecznie dość. A było to Twoje ulubione Volvo, tyle, że dość świeże S80, które cały czas mi piszczało, mrugało i błyskało, że zmieniam pas, że za blisko pojazdu przede mną, że ktoś z boku jedzie - nerwica natręctw. To jest właśnie kolejny ważny dla mnie powód, dla którego nowa Camry nie gnije mi jeszcze przed domem, choć wiem, że w skrajnym przypadku taki aktywny tempomat, czy inny PCS może uratować życie. I zapewne z wiekiem do tego dorosnę, bo percepcji lepszej mieć nie będę, jednak póki się da i póki sam ogarniam, to wolę nadrobić czas na trasie mocą, czasem przekimać chwilę gdzieś w aucie, czy awaryjnie wziąć nocleg niż się wkurzać, że znów to auto coś ode mnie chce, albo twierdzi, że jeżdżę zbyt mało eko i liście więdną.