Witajcie,
Tak jak w temacie - problem przy uruchamianiu, a ściślej mówiąc gdy temperatura spada poniżej zera. Ogólnie auto nie odpala od tzw. strzału. Trzeba chwilę potrzymać kluczyk, około 2 sekund. Jednak jak na dworze jest zimniej lub bardzo wilgotno (tak mi się wydaje) czasami muszę przytrzymać kluczyk dłużej tzn. około 3-4 sekundy. Auto odpala, ale wrażenie jest takie jakby nie do końca zassał paliwo lub pracował chwilę na nie wszystkich cylindrach, po czym wszytko jest ok. Wczoraj podjechałem sprawdzić akumulator, ale po wszelkich pomiarach okazało się, że jest jeszcze w dość dobrej kondycji. Zbiło mnie to z tropu, bo za to zachowanie obwiniałem właśnie akumulator. Teraz zastanawiam się co może być przyczyną - świece, cewki, pompa paliwa lub jakiś zawór, który nie trzyma paliwa i cofa się ono do baku. Proszę nie śmiejcie się, ale nie znam się tak bardzo i są to tylko moje przemyślenia. Fajnie byłoby wsiąść do samochodu i odpalić go od razu. Auto ma zrobiony cały przegląd - z wymianą świec, wszystkich płynów itd. Na co byście stawiali, jak to zdiagnozować. Może ktoś spotkał się z takim problemem.
A że stary rok zbliża się ku końcowi, to życzę Wam wszystkim wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i zero problemów z autkami.