Moim zdaniem dzisiejsze spasowanie nowych silnikow jest tak precyzyjne, ze jakiekolwiek czestsze wymiany niz przewiduje producent sa niepotrzebne. Jak kupowalem w 2011r VW Touran (z fabryki wypuszczony byl z ustawiniem interwalu wymiany oleju na 2 lata badz 30 tys km badz wg wskazan czujnika)
A co ma spasowanie silnika do wymiany oleju?

Wciąż wszędzie widzę powielanie tych legend, że współczesnych silników nie trzeba docierać, ani wymieniać oleju częściej, niż zaleca producent. To w takim razie dlaczego spalanie w KAŻDYM silniku stabilizuje się dopiero po 10-15tys.km? Dlaczego w motosporcie silniki przed włożeniem do auta są docierane wg. specjalnej procedury obciązeniowej (podpowiedź: dla zwiększenia żywotniości i polepszenia osiągów o ok. 4%).
Toyota przy wykupieniu rozszerzonej gwarancji wymaga pierwszej wymiany oleju do 5 tys.km (tak mi powiedziano w ASO). W trybie "normalnym" wymiana co 15tys.km lub co rok.
Wiem, że podobnie jest w Suzuki (pierwsza wymiana oleju w silniku i w skrzyni biegów po 2tys.km dla zachowania gwarancji).
Akurat VW ze swoimi interwałami 2lata/30tys.km to bardzo kiepski przykład, bo już wiadomo co się potem działo z tymi silnikami (i ten ich zapis w instrukcji obsługi, że zużycie oleju na poziomie 0.4L na 1000km nie jest uznawane za wadę

- no to faktycznie świetne spasowanie mają)
Fiat też miał takie interwały w książce serwisowej (30tys.km), a potem ludzie wypisywali na forach "
łolaboga! trza olej wymieniać co 10tys.km, bo jak nie, to moduły multiair padajo po 100tys.km i 4kpln w plecy!".
W Niemczech statystyczny Schmidt robi te 30tys.km po autostradach w rok i wtedy to ma jeszcze sens, a jak mu się skończy gwarancja i auto zaczyna się sypać, to je sprzedaje i to już jest problem drugiego właściciela.