Powiem tak, Honda ma niby najgorsze zabezpieczenie, a nie dotykana żadną konserwacją poza fabryczną, przejeździła 10 lat i przy kontroli podczas sprzedaży było całkiem spoko.
Problem w tym, że korozja zaczyna się tam gdzie nie widać. Jak już wyłazi na zewnątrz, to zazwyczaj pozostaje tylko cięcie i spawanie.
Teść kiedyś kupił Mitsubishi Lancera nówkę z salonu. Chwalił się zawsze wszem i wobec, że jego auta korozja się nie ima. I rzeczywiście auto z zewnątrz wyglądało dobrze. Przejąłem to auto od niego po 12 latach, zajrzałem pod podwozie i uznałem, że miejscami wymaga oczyszczenia i zakonserwowania. Po jakimś czasie pojechałem do blacharza, żeby zrobić gruntowną konserwację. No i wówczas wyszło szydło z worka - z tyłu - nadkola, okolice mocowań zawieszenia - auto wymagało konkretnych prac blacharskich - wycinanie i wstawianie kilkunastocentymetrowych fragmentów blachy. Niektóre miejsca trzeba było wręcz odtwarzać. Po tej robocie auto dostało konkretną konserwację. Po około 2 latach wjechałem nim na podnośnik i moim oczom ukazały się rude wykwity, które zaczynały wychodzić spod konserwacji. W tym momencie opadły mi łapy i auto sprzedałem.
Wniosek: zakonserwować należy auto jak najwcześniej - najlepiej nowe. Wtedy jest szansa na skuteczną i długotrwałą ochronę. Jak już auto zostanie nadgryzione, to późniejsze wykonanie konserwacji nie da już takiego efektu. A wszelkie remonty blacharskie robione typowymi, budżetowymi, warsztatowymi metodami to tylko pudrowanie trupa. Skuteczna może być tylko pełna i bardzo kosztowna odbudowa, tak jak się robi klasyki, ale kto by ładował taką kasę w zwykłe jeździdło?