Z tą homologacją jest tak, że gdy się nic nie wydarzy to fajnie - tak jak z ubezpieczeniem samochodu - płacisz i możliwe, że nigdy z niego nie skorzystasz, ale jak już się stanie... no właśnie.
Jak trafisz na nieogarniętego kierowcę, mało upierdliwego policjanta a ubezpieczyciel nie będzie chciał oględzin przez swojego człowieka to masz szczęście, w przeciwnym wypadku można mieć poważne problemy.
Weźmy prostą sytuację z wymuszeniem pierwszeństwa. Gdy doprowadzę do stłuczki/wypadku z mojej winy - wystarczy powiedzieć policjantowi, że zostałem oślepiony światłami. Gdy okaże się, że żarówki/lampy/światła są bez homologacji - wówczas winę za zdarzenie całkowicie ponosi człowiek w pojeździe z nieodpowiednimi żarówkami. Zgodnie z polskim prawem, nie powinien się poruszać takim pojazdem po drogach publicznych, a wszelkie tłumaczenia, że nie wiedziałem i ustalenia przebiegu zdarzenia nie mają większego znaczenia. Nie wspominając już o ubezpieczeniu, którego każde towarzystwo może (czyt. na pewno to zrobi) całkowicie odmówić.
Niech zatem każdy sobie odpowie na pytanie: czy warto? Nikt nie będzie nam sprawdzał na przeglądzie żarówek, policjant podczas kontroli drogowej tym bardziej tego nie zrobi. Takie już mamy prawo. Nikt mi nie zabroni zmienić żarówek jednak wiem co robię i biorę pełną odpowiedzialność za siebie i swoje czyny. Czy muszę o tym wiedzieć? Oczywiście, że nie muszę, ale pamiętajmy, że nieznajomość prawa SZKODZI!
Ja osobiście często powtarzam: "wszystko dobrze gdy jest dobrze....."
Pozdrawiam