Panowie, obaj macie rację i to bez dwóch zdań, jednak... zapewne każdy z Was jest jakimś specjalistą w swojej dziedzinie. Bo zakładam, że osoba kupująca nową Camry nie pracuje na kasie w Tesco, choć bywają wyjątki, że pensja idzie na leasing/wynajem, a obiady w barze mlecznym i wakacje w ogródkach działkowych.
I teraz popatrzcie na to przez pryzmat własnej pracy, sposobu w jaki ją wykonujecie, odpowiedzialności za nią względem wynagrodzenia. Chodzi mi o to, że wrzucanie wszystkich (mechaników) do jednego worka jest trochę nie fair i to zarówno względem najgorszych jak i najlepszych.
Ja się nie upieram przy swoim, mam jakieś tam własne przekonania i metody, a czy skuteczne czy nie, to już nie mnie oceniać. Trochę jednak próbuję ratować wizerunek branży pełnej nierobów i kombinatorów, choć... która branża obecnie jest od nich wolna ? Snickers się boi odstawić gdzieś auto. A ja się boję iść do lekarza czy odnieść telefon do serwisu, bo po drugiej stronie biurka może siedzieć ktoś z przypadku. Telefon wyrzucę i kupię nowy... a co w przypadku lekarza ? Włochom się most/wiadukt zawalił, ludzie poginęli, odpowiedzialnych brak. Inżynier może akurat nie był na tym wykładzie, a egzamin ze statyki konstrukcji spisał od kumpla. Wykonawca "przy okazji" wylał sobie fundamenty pod willę, a że tam 10 ton stali w konstrukcji brakło... co tam...
Pireus - ja nie umniejszam znaczenia masowych technologii. Ja jedynie pokazuję, że tej technologii nie ma, bo jest za droga w masowej produkcji. Samochody są zabezpieczone punktowo - vide prawe i lewe tylne nadkole w opisywanym aucie. Ktoś wyliczył, że z lewej strony jest czystsza droga, a z prawej zbiera kamienie z pobocza ? Jestem skłonny w to uwierzyć, ale nie uzasadnia to - moim zdaniem - niezabezpieczenia miejsc kluczowych, narażonych bezpośrednio na piach, wodę i sól. Nie namawiam Cię do codziennej jazdy zabytkiem - szkoda zabytku na tłuczenie do roboty i z powrotem, na stanie w korkach, ryzyko, że ktoś rozbije. Ale fanie jest odpalić raz na miesiąc coś, co daje radość, budzi wspomnienia, cieszy oko i przejechać się tym dla czystej przyjemności

To, że sobie radośnie (no, prawie) mechanikuję, to też nie wzięło się znikąd, tylko stąd, że ponad 10 lat temu kilkunastu panów fachowców pod rząd nie było w stanie ogarnąć mi zwykłej Camry 2.2 na przestrzeni 3 lat, dzięki czemu po tym jak już prawie się spaliłem wraz z autem, to niezawodność poznałem dopiero po pierwszych własnych naprawach robionych zgodnie z serwisówką. Być może gdyby studencki budżet pozwalał mi wtedy na więcej, to byłoby inaczej, choć tego nie jestem do końca pewny, bo w warsztatach, które mnie (wtedy) zrujnowały, też byłem i nie pomogło, a przyczyny odkrywałem na bieżąco i odkrywam do dziś, co się szumnie nazywa doświadczeniem.
Tak po mojemu to z grubsza można podzielić warsztaty na:
1) szybkie klocki, amory, tarcze, "nabicie" klimy, wjazd, wyjazd, 15 aut dziennie na mechanika. Zrobią klocki za sześciopak, przy okazji wytną kata, spuszczą 10 litrów paliwa i wydłubią wszystkie drobne z popielniczki/podłokietnika. To są ci, co "nie podpinają pod komputer", mają młotek, kątówkę i migomat, siądą w usmarowanych ciuchach na beżową skórę, a w piątek od południa już są dobrze znieczuleni.
2) to samo, tylko pod jakąś marką, bo ktoś był na tyle kumaty, żeby mieć jakiś ładny szyld, kawałek poczekalni i czasem ładną panią w recepcji, ceny trochę wyższe, ale na tyle niskie, żeby nie odstraszać zwykłego klienta z ulicy. Tyle, że na hali pracuje wciąż ten sam element za minimalną krajową. Tu najczęściej są zgrzyty - zawozicie auto, liczycie na fachowość, bo z zewnątrz ładnie wygląda, a odbieracie i jest error, gwarancja do bramy, itp.
3) mediana - nie jest tanio, nie jest idealnie, ale jest spora szansa, że się nie zabijecie świeżo odebranym autem i czasem nawet będziecie mieli zamontowane to, za co zapłaciliście. Większość ma jakieś testery, "ten stukający klucz", czasem nawet umie tego użyć, zrobią poprawnie, ale bez wnikania w szczegóły, bawienia się w dokumentacje, itp.
4) potem są wszelkie większe sieci, w tym ASO, gdzie z zasady ma być dobrze, choć czasem stawka za roboczogodzinę potrafi zaboleć. Często hala jest okamerowana, są protokoły przyjęcia/odbioru, wiadomo, kto robił, jest biuro obsługi, jakaś kontrola jakości czy inny dział reklamacji, powiedzmy, że hierarchia w stadzie i oferowana jakość, pozwalająca w miarę bezstresowo jeździć. Choć i tu są czarne owce, ot, choćby miejsce, gdzie miałem okazję pracować mimo autoryzacji cechowało się brakiem rzeczonej hierarchii, a szef serwisu pił z mechanikami i ochroniarzem... nie tylko po godzinach.
5) na końcu są wariaci, świry, małe i większe specjalistyczne warsztaty, np. trzech kumpli robi rajdówki, jakichś dwóch innych rzeźbi zabytki, robią zdjęcie każdej śrubki, nierzadko w zaadaptowanej stodole mają sprzętu za półtorej bańki i czasem się okazuje, że ten prosty mechanik ma np. doktorat z budowy maszyn, czy uprawnienia rzeczoznawcy, a jak coś pęknie, to narysuje w CADzie z odpowiednią poprawką, żeby nie pękło i dorobi na CNC zanim ASO zdąży sprawdzić dostępność. Tam nie ma klientów z przypadku, terminy "za półtora roku" są na porządku dziennym, są długofalowe projekty, nikt się nie spieszy i nie ma miejsca na błąd. Tylko cenowo sky is the limit...
To tak z grubsza, są różne miksy i wariacje na temat, ale wniosek jest jeden: dopóki klienci będą się kierować tylko ceną, to nic się nie zmieni. Dalej będą wycięte katy, podmienione części, chińczyki zamiast oryginałów i tym podobne kwiaty. Bo popyt na tanią usługę napędza podaż bylejakości.