Druga trasa, przejechane nieco ponad 4000km i 2 zonki na jednym wyjeździe.
Pierwszy zonk pojawił się kiedy zawracajac na drodze zgasło mi auto i natychmiast odpalilem, pojawil sie komunikat na wyswietlaczu i dzwiekowy, żeby sprawdzic system antykolizyjny. Zatrzymałem się na najbliższym parkingu, zacząłem szukać tel do serwisu ale po kilku minutach uruchomiłem auto i komunikat zniknął i sygnal dźwiękowy też. Nie wiem tylko czy to gdzies z otoczenia, czy cos sie sfajczylo bo bylo czuc spalenizna jak by stopione kable. Jechalem przez wiochy i co chwila walilo palonymi śmieciami i nie mam pewnosci czy to w aucie sie cos cos zjaralo czy z zewnątrz smrod sie pojawial nie mniej jednak smrod spalenizny jeszcze pare razy się pojawial w czasie calej trasy. Ok, skonczylo sie na małym wkurwiu i rozczrowaniu. Dzisiaj wracajac do domu w trasie zatrzymalem sie na przerwę i kiedy juz sie prawie zatrzymalem zaczął piszczeć sygnal dzwiekowy w kokpicie. Żadnych komunikatow ani kontrolek ostrzegawczych. Kiedy ruszylem i nabralem prędkości piszczenie sie wyłączyło. W czasie jazdy rozmyslalem co sie stalo i domyslilem sie ze moze czujnik parkowania. Na miejscu sprawdzilem i faktycznie piszcza czujniki parkowania z przodu. Sensory byly dokupowane i zakladane w ASO w Koszalinie. Chu... wie co sie odjaniepawlilo ale jutro dzwonie do serwisu. Wkurzylem się bo po to kupilem nowe auto zeby jezdzic bezstresowo a tu druga trasa i problemy. Dojechac dojechalem do celu ale wkurw jest.