Jak już ktoś jest melomanem, to raczej nie słucha muzyki w samochodzie.
O to, to. Ja tam melomanem nie jestem, ale jakbym już miał dopłacać do fabrycznego audio w samochodzie, to musiałoby to być coś klasy Mark Levinson (np. w Lexusie), żeby miało sens.
Z JBLem to kojarzy mi się taka historia, że parę lat temu robiliśmy soft do systemu inforozrywki dla pewnego koncernu europejskiego, i tam w wersji HiFi premium (najbogatszej) też był wzmacniacz i nagłośnienie JBL. Jakież było nasze zdumienie, gdy otrzymaliśmy testowy wzmacniacz i okazało się, że na wejściu ma tylko 2 kanały (zwykłe stereo, nawet bez tweeterów!). "Radio" w wersji podstawowej miało jakiś wzmak noname made in China, ale przynajmniej wspierało dźwięk 5.1, a w najdroższej wersji kastrowali sygnał do 2 kanałów. Inżynierowie producenta z kamiennymi minami twierdzili, że samochód to za mała scena na pełne 5.1 i oni zrobią to swoimi algorytmami "up-mixingu" lepiej

. Mocy to to miało, ale brzmiało tak sobie...
Prawda była stara, jak świat - kasa. Koncern pchał ten typ wzmacniacza od 10 lat do wszystkich modeli, klient płacił jak za zboże i było OK. Dopiero w 2017 zrobili zmianę na Harmana, który już miał 6 kanałów.
Tak więc, niestety, często to tylko podmiana wzmacniacza na jakiś "markowy", podbicie pasma na wyjściu o 2-3dB i bazowanie na ludzkich emocjach - zwykły efekt placebo. Dobre car-audio o wiele lepiej (i taniej) można zrobić na własną rękę.
Aczkolwiek, nie wiem jak jest w najnowszej RAVce. W IV gen. jeździłem testową z JBLem i tyłka nie urywało, więc zrezygnowaliśmy z tego - choć może to był błąd, bo od słuchania zwykłego radia na tym standardowym padle uszy człowiekowi krwawią
