Może rzeczywiście to brzmi dziwnie, ale to nie jest taki przypadek - ani tej Cariny nie je rdza, ani nie jest ona ładna tylko z wierzchu. Po raz pierwszy spotykam się z czymś takim i nie wierzę temu, co widzę - rdzy nie ma praktycznie NIGDZIE, nadwozie idealne, podwozie idealne, wszystkie typowe dla rdzy w Toyotach miejsca są idealne - a rdza jest tylko w tym jednym, jedynym newralgicznym miejscu. Czy to miejsce w Carinach jest tak szczególnie problematyczne czy co? Miałem w przeszłości przeróżne samochody, japońskie i niejapońskie, zgnite mniej i bardziej, ale nigdy na coś takiego nie trafiłem. Nawet, jeśli w tym miejscu była goła powłoka kataforetyczna i nikt tego nigdy nie czyścił, to kielichy od wewnątrz były ostatnim miejscem do zjedzenia przez korozję, wtedy, gdy ta już porządnie najadła się progami, rantami nadkoli i tak dalej. Zawsze to czyszczę i tam zaglądam i nigdy nie zostałem niczym zaskoczony - aż do teraz!
Kupiłem tę Carinę między innymi po zawodzie dwoma Passatami B5 (1.6 i V6 TDI). Oba miały znikome przebiegi i oba kupowałem od pierwszych właścicieli posiadających je z salonu, jeden miał nawet czarne tablice. Wspaniałe samochody - o kilka klas od Cariny nowocześniejsze, wygodniejsze, lepiej wyciszone, a do tego zabezpieczone antykorozyjnie tak znakomicie, że przy minimum dbałości mógłbym nimi jeździć i z 50 lat. Co z tego - skoro typowa dla VW upierdliwość drobiazgów elektrycznych i elektronicznych, szereg niedoróbek na poziomie projektowania i fabryki oraz nieakceptowalna paliwożerność napsuły mi tyle krwi, że zapragnąłem Toyoty, tłumacząc sobie, że może nie jest tak wyrafinowana, ale przynajmniej pewna, daje spokój ducha i mechanicznie nie klęknie dopóki nie zgnije. Znalazłem taką, kupiłem i po dogłębnej inspekcji znalazłem co wyżej, czyli naprawdę idealny samochód zgnity W JEDNYM JEDYNYM MIEJSCU. Jak to wytłumaczyć, bo ja po prostu mam chyba przegrzanie zwojów mózgowych... Jak to możliwe!?