Witam,
Jakis czas temu pisalem na tym forum, ze moja Toyota w ogole sie nie uruchamia. Uruchomilem ja na kablach. Później doładowałem prostownikiem przez noc akumulator, wyczyscilem klemy w aucie i na baterii, wszystko bylo ok. Do czasu kolejnej deszczowej nocy. Po niej, auto sie znow nie uruchamia - wewnątrz wszystko dziala (radio, kontrolki, wycieraczki), ale po przekreceniu kluczyka kompletnie nic sie nie dzieje, auto sie nie uruchamia.
Pomyslalem, ze pewnie znow rozladowal sie akumulator. Sprawdzilem go testerem (ktory niedawno kupilem), ktory wskazal 100% naladowanie akumulatora i, ze wszystko OK. Pomyslalem, ze byc moze to jakies chinskie badziewie wiec podpialem akumulator na prostownik (ktory wymienilem). Nowy prostownik ma skale ladowania, od razu pokazal, ze naladowanie jest na MAX. Po ponownym zamontowaniu akumulatora auto sie uruchamia, ale mam wrazenie, ze zaraz zgasnie, wiec go zyluje. Dopiero po kilkunastu kilometrach, "na luzie" chodzi normalnie.
O co tutaj moze chodzic? Wyraznie, to cos innego niz akumulator. Wyraznie nie sluzy mu deszcz czy wilgotne powietrze.