Dopiero po dwóch miesiącach od zakupu miałem okazję przetestować jak sprawiają się światła LED w mojej RAV4 (Executive). Już na etapie zamawiania auta wiedziałem, że na matrycowe LED-y i HUD nie mam co liczyć, co dziwiło, bo w Corolli z 2019 r. to miałem. Ale do rzeczy. Wyjechałem za stolicę, drogi krajowe, wojewódzkie. No niestety mocne rozczarowanie. Miałem wrażenie, że przeniosłem sie dekadę wstecz na poziom biksenonów, które miałem w Auris TS HSD. Jednak te w Auris z 2014 r. nie miały tego problemu by w trybie automatycznych świateł drogowych tak często mylić się nie wyczuwając lamp w terenie zabudowanym lub oślepiając innych kierowców, bo lampy drogowe nie chciały się zmienić. Moje obserwacje - to loteria. Raz oślepiam innych, raz nie. Przez 4 lata jazdy w Corolli na matrycowych LED-ach zapomniałem już, co to znaczy mieć światła zero-jedynkowe. To dodatkowo zabolało. Choć matryce w Corolli odstawały i tak od tego co np. oferuje w tej technologii Volvo, BMW czy Audi, to i tak Corolla sprzed 5 lat z matrycami miażdży LEDy w nowej RAV4, które osobiście uważam za prehistoryczny wynalazek. Trudno zrozumieć politykę Toyoty, że mając sprawdzoną technologię matrycowych LED z Corolli z 2019 r. - nie rozwinęli jej lub nie powielili chociaż, a w aucie pozycjonowanym półkę wyżej i w najnowszej odsłonie A.D. 2023/2024. Szkoda. I to właściwie mój jedyny zarzut do nowej RAV4 (ok, czasem tęsknię też za HUD), ale multimedia rekompensują te niedogodności, bo wreszcie są takie, jak być powinny. Jest też wyraźnie ciszej niż w Corolli przy prędkości 140 km/h, co mnie najbardziej zaskoczyło patrząc na gabaryty i aerodynamikę obu modeli.