Cóż... jest to jeden z powodów, dla których nie handluję autami ani prywatnie ani jako firma, bo po prostu nie mam cierpliwości do ludzi, którzy wszędzie węszą spisek.
Choćbyś auto nowe sprzedawał, to i tak będziesz podejrzany. Albo że statek zatonął, albo że obili w transporcie, albo że przed wydaniem nie poczynili znaku krzyża przy odpalaniu i pewnie się silnik zaraz zatrze.
Mam jedynie takie doświadczenia z gatunku wycieczek z kimś po auto, gdzie jeśli auto jest za pół stówki, stówkę czy lepiej to klient oczekuje, że będzie w miarę w jednym kawałku, niewydachowane czy utopione i będzie do niego jakiś papier serwisowy. Dopuszcza jednak zużycie eksploatacyjne, jakieś ocierki, rysy wewnątrz czy na zewnątrz, bo nikt auta nie trzyma pod kocem i jak Ci gruba baba załaduje w drzwi wózkiem pod marketem to nie jest szkoda całkowita, wstawianie ćwiartki i koniec świata.
Za to ludzie, którzy kupują auta za średnią krajową (bądź dwie) to mają często oczekiwania z kosmosu i pretensje do wszystkich za wyjątkiem siebie. To są takie typy, które jadą oglądać 20-letnie auto z miernikiem grubości lakieru i oczekują historii życia od sprzedającego. Ja już odpuściłem takie wycieczki, bo są od tego firmy sprawdzające, a nie jest dla mnie komfortową sytuacja kiedy widzę, że auto jest w porządku, sprzedający normalny, za to pacjent, z którym przyjechałem na oględziny nadaje się do izolatki.