hmm to i moja historia tu pasuje :D. Dwa tygodnie temu pojechałem z młodym na sanki, po 40 minutach chcieliśmy wrócić tylko problem w tym że tylko my chcieliśmy bo Toyota stwierdziła że jej się podoba i zostanie. Auto nie odpaliło, skrzynia zablokowana, ręcznego nie dało się odblokować, na tablicy cała choinka światełek, błąd silnika, hybryda nie działa itd,itd. Zadzwoniłem do Toyoty i zamówili pomoc drogową tylko że ci do mnie zadzwonili że będą za kilka godzin bo mają dużo roboty :D. Żona wysłała po mnie sąsiada i nie wiem po co ale dała mu drugie kluczyki, o dziwo auto odpaliło. Dojechałem do domu ale że to sobota wieczór to postanowiliśmy że na serwis żona pojedzie w poniedziałek, w niedziele sprawdzałem hybryda dalej nie działała, świecił się błąd silnika. W poniedziałek rano wszystko w porządku ale dla pewności moja pojechała na serwis, oczywiście dla debili nie ma problemu bo nic się nie świeci. Powiedzieli tylko że to nasza wina bo auto jeździ na krótkich dystansach, żona powiedziała że to bzdura bo robi kilkadziesiąt km dziennie i mogą sobie to sprawdzić. Auto wzięli i sprawdzili powiedzieli że bateria ok, faktycznie było dużo błędów więc skasowali i tyle. Tydzień temu powtórka żona rano odpaliła zawiozła syna do szkoły 2 km, odprowadziła. odpala auto po 5 minutach hybryda nie działa, błąd silnika i cała masa innych kontrolek świeci. Pojechała do Toyoty i usłyszała że to hybryda i poniżej minus 10 to normalne :D Żona nagadała im że nie po to kupuję nowe auto za kupę kasy żeby w zimę mieć problemy a że mieszkamy w Norwegii to od miesiąca pogoda na nie rozpieszcza i temperatura w granicach -10 do -20 nad ranem. Ponownie wzięli auto do sprawdzenia tym razem powiedzieli że na baterii jest 11 volt ale już znaleźli przyczynę. Ponoć jakaś część była walnięta i zamówili, będzie 17 lutego do tego czasu kazali jeździć a jak auto stanie to dzwonić od razu po auto zastępcze.