Potwierdzam.Ja ciesze sie ze nie mam ABSu.Warto sporo pocwiczyc i wyrobic sobie nawyk hamowania kontrolowanego.ABS ulatwia ale nei zawsze pomaga.Dla tych ktorzy umieja jezdzic jest niepotrzebny.Ale trzeba pocwiczyc pobawic sie by uniknac niespodzianek.
Zgadzam sie, ze wprawny kierowca bez elektroniki sobie swietnie poradzi. Dotyczy to sytuacji, w ktorych kierowca decyduje... Niestety na naszych drogach często jesteśmy zależni od "innych". WolęABS i wziąć na siebie ryzyko sytuacji, o których piszesz "nie zawsze pomaga" w codziennym użytkowaniu.
Teraz będzie long story dla wytrwałych:
Wczoraj byłem świadkiem kolizji (takim zeznającym) której nie ustrzegłby sięnawet najlepszy kierowca, jak ktoś z pełną parą wjeżdża na czerwonym to masz marne szanse. Ok. 2 lat temu sam miałem taką sytuację, gość w mieście wjechał ok. 80kmh na czerwonym świetle, zauważyłem go w ostatniej chwili na kolizyjnym torze. I mimo tego, że prowadzęnienajgorzej (wybaczćie nieskromność) to nie byłbym taki szybki jak ABS. Udało się(z wciśniętym hamulcem) skręcić "za niego". Gdyby nie ABS to Astra do kasacji, a i ze mną mogłobyć kiepsko.
Ok. tygodnia temu - kobitka w Oplu Agila, hamowanie z ABS. Ominęłą samochód, który zahamował na skrzyżowaniu przy zielonym świetle i trochęją to zaskoczyło (przepuszczanie karetki). Zatrzymała sięw połowie długości samochodu, który omijała. Bez ABS'u albo garażowanie, albo krawężnik, za mało czasu na wykorzystanie przerywanego hamowania.
Tak więc bez ABS można sobie poradzić jak rządzisz na drodze, na śniegu, aby sprawnie sięporuszać itp. itd. Ale kiedy masz doczynienia z niektórymi tzw. współuczestnikami ruchu ABS nie raz tyłek ratuje.
Jeszcze trochęOT - na potwierdzenie szeroko pojętego debilizmu na drogach. Gość, który mi wjechał na czerwonym nawet niezauważył co zrobił. Skrzyżowania zamarło na dłuższą chwilę, wszyscy stanęli. Dogoniłem kolesia i mówięmu co zrobił. Ten, wioząc małe dziecko w foteliku, mówi, że nie mam co sięburzyć bo on ma zaświadczenie od lekarza, że czasem może czegoś nie załapać bo jest chory na coś tam... no comments.