Tak, statystycznie traci na wartości najmniej, ale ta różnica pomiędzy Toyotą a na np. będącą na 5 miejscu Mazdą to całe 3,5 procent, czyli różnica naprawdę niewielka, biorąc pod uwagę, że używane egzemplarze z danego rocznika mogą mieć cenę o 20 procent różną w zależności od stanu pojazdu.
Owszem, jeśli ktoś planuje odsprzedaż auta i bierze pod uwagę spadek wartości to lepiej wybrać Toyotę niż Citroena, który ma statystycznie o 10 % większą utratę wartości, ale jeśli ktoś wybiera pomiędzy markami japońskimi, to różnica w utracie wartości jest tak niewielka, że nie ma się czym ekscytować i zachwycać.
Więc nie tylko Toyota, ale ogólnie japońscy producenci są na szczytach statystycznie wyższej bezawaryjności.
Mniej lub bardziej odpowiadająca prawdzie obiegowa opinia o mniejszej (względem innych marek) awaryjności wynika głównie z przyjętej strategii produkowania jak najdłużej sie da względnie prostych i niewysilonych jednostek napędowych. Kiedy kupowałem w 2016 swoja Toyotę, miałem do wyboru 1,6 oraz 1,8 valvematic oraz jeden diesel. Osiągi wiadomo jakie, ale właśnie taki samochód chciałem - prosty silnik, bez turbo, dwumas, egrów i innych takich. Zwykły wolnossący, w którym nie bardzo jest co spieprzyć. I taki dostałem, z takiego jestem zadowolony, bo jak do tej pory nigdy nas nie zawiódł. Ale tak samo nigdy mnie nie zawiódł wolnossący 1,6 8v w Oplu Astrze, którą kiedyś, lata temu jeździłem. Też prosty silnik, też kiepskie osiagi, też nie ma się co psuć.
Kiedy 5 lat temu kupowałem Toyotę, normą były już w Europie silniki z turbo, bardziej wysilone, o lepszych osiągach.
Ale kiedy ostatnio Toyota zaczęła produkować zespoły napędowe bardziej wysilone, o znacznie lepszych osiągach, okazało się, że dopadają ją problemy z tym związane i jest to chyba nieuniknione - bardziej skomplikowana, wysililona, ekologicznie ?czysta? jednostka - trudniejsze warunki pracy, więcej potencjalnych źródeł problemów. Zresztą nie tylko ostatnio, przecież 2,2 d-cat też nie słynie z bezawaryjności.
Toyota nie zatrudnia geniuszy niedostępnych dla innych producentów i produkując jednostki napędowe o porównywalnych osiągach będzie miała podobne problemy, co wszyscy producenci.
Biorąc pod uwagę obecny bardzo łatwy dostęp do informacji, niezależnie od tego jakiej marki auto kupujemy, jeśli szukamy auta jak najmniej awaryjnego, trzeba pamiętać o 2 zasadach:
- sprawdzić w sieci opinię o znanych i produkowanych (poprawianych) od lat konstrukcjach, ich mocnych i słabych punktach
- unikać konstrukcji zupełnie nowych, w których zawsze ujawnią się problemy wieku dziecięcego.
I pod tym względem Toyota nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych producentów. Trzeba tak samo zainteresować się tematem i świadomie dokonać wyboru jaki chcemy silnik, o jakich osiągch, jakiej potencjalnej awaryjności. Trzeba po prostu ogarnąć pewne zagadnienia techniczne i przemyśleć.
I tak jest w przypadku każdego producenta, BMW, Mercedesa, Toyoty, Dacii i Kii.
Bo Toyota też miała wpadki z silnikami - 2,2 D-CAT, problemy z olejem w starszych vvti. I pewnie miałaby tych problemów więcej, gdyby tak jak VW masowo zaczęła sprzedawać dawno temu silniki bardziej skomplikowane, niż wolnossące 1,6 i 1,8.
A w miarę jak inni producenci złapią doświadczenie w produkcji napędów hybrydowych/elektrycznych, przewaga Toyoty w tym kotekście będzie się zmniejszała. I walka z takim np VW będzie coraz bardziej zacięta, bo VW coraz bardziej pcha się w segment premium jakością wykończenia wnętrza i komfortem oraz przede wszystkim ceną a Toyota wciąż jedzie na opinii o bezawaryjności, komfort i wykończenie traktując po macoszemu, czyli nasi klienci przymkną oko na hałas i plastiki, dopóki auto nie będzie się psuło.