Niestety przygody z kunami mam od pół roku, tj. od kiedy nowa toyota RAV4 stanęła na podjeździe. Wcześniej było subaru outback i dziadostwo nie było zainteresowane zamieszkaniem pod maska samochodu. A śmiałem się z sąsiadów, gdyż wiecznie narzekali na grasujące kuny, które wyrządzają im spore szkody w pojazdach i nie tylko. I pokarało mnie, tydzień po zakupie, z ciekawości zajrzałem pod maskę RAV-ki i znalazłem kurze jajo oraz stwierdziłem, że gryzoń upodobał sobie osłonę silnika, którą zeżarł. Kupiłem nową osłonę (ponad 300 pln!!! za kawałek pianki), ba jak to nowe auto z zeżartą osłona ma jeździć? Odkurzyłem i wyczyściłem komorę silnika upapraną błotem i innym świństwem, a następnie zapatrzyłem się w dziesiątki preparatów, odstraszaczy i trutek reklamowanych w intrenecie, radiu i telewizji. I co? i nic... kuna jak gościła, tak gości pod maska mojego samochodu. Zeżarła kolejną osłonne silnika, śmieje się z odstraszacza ultradźwiękowego, pod maska wiszą też woreczki z dziwnymi substancjami o różnych zapachach, zużyłem tony spray różnych producentów, trutki wyłożone pod maską i wokół samochodu zjedzone (tak na marginesie wydaje mi się, że zacząłem dokarmiać wszystkie okoliczne kuny). Póki co kuna wygrała i jedyne co mnie w tym pociesza, to jeszcze omija wiązki przewodów elektrycznych i węże cieczy chłodzącej ale doświadczenie pokazuje, że pewnie długo nie będę się cieszył. aha, po podwórku biega też duży pies (co prawda labrador i pewnie już się z kuna zaprzyjaźnił) oraz kot, który ignoruje mnie więc i kunę ma w nosie. Na zakończenie tej przydługiej wypowiedzi stwierdzam kategorycznie: nie ma skutecznego sposobu na kunę, jedyna rada to zamykany garaż, ale tam stoi już samochód żony i wole nie ryzykować kolejnej bitwy, tym razem o miejsce garażowania, bo ta też jest z góry przegrana....