Przyznam się, że jeszcze kilka miesięcy temu byłem sam zatwardziałym sceptykiem odnośnie aut elektrycznych, no bo to przecież jeździ ?na węgiel?, po co komu takie auto które przejedzie na raz tylko 300-400 km. Przecież lepiej kupić hybrydę lub diesla i jeszcze kupę hajsu zostanie. I jeszcze czekać godzinami, aby się naładowało i gdzie to naładować, bo ładowarek jest mało i takie drogie itd ? nic mylnego.
Po paru przejażdżkami autami elektrycznymi użyczanym bez problemów od dealerów nawet na kilka dni (Kia Niro, Hyundai Kona, VW ID3, Renault Zoe II, Tesla model 3 LR) zdecydowałem się na zakup pierwszego pełnego małego elektryka do jazdy po mieście dla żony.
Bo i tak przecież codziennie nie jeżdżę po 1000 km bez żadnego odpoczynku ( i tak co ok. 300 km robię sobię przerwę na kawkę a w tym czasie spokojnie można naładować auto do tych 80%), bo ładowarki są coraz szybsze i takie 50 kW są już standardem. A i płatne szybie ładowarki 100-150 kW np. EKOEN są po 1,54 za 1kW energii, nie trzeba od razu tankować na drogich ładowarka za 3 zł /kw, nie mówić o bezpłatnych których jest sporo. Potrzebowałem więc auta bardziej do miasta (tak jak użytkowałem hybrydowego Aurisa II) i do jazdy bardziej po Polsce drogami niepłatnymi . Tak więc sprzedałem Aurisa Hybrid i stałem się posiadaczem Renault ZOE i zdaje się to był strzał w 10 bo auto stało się podstawowym pojazdem nawet w dalsze trasy (Zielona Góra ? Warszawa, Praga, Monachium) i co najfajniejsze jeszcze nigdy nie płaciłem za ładowanie ? korzystam dalej z darmowych ładowarek.
Wrażenie z jazdy, nawet tak małym elektrykiem jest nie do porównania z żadnym autem spalinowym. Mogę mówić o niemal całkowicie bezgłośnej jeździe, brak żadnych drgań, wspaniałym przyśpieszeniem, max. momentem dostępnym w każdej chwili, bardzo niskim kosztami eksploatacji, itd. Itp.
Po prostu trzeba się nimi przejechać i nic więcej.
Oczywiście jestem przeciwnikiem na siłę zmuszanie kierowców do zakupu aut elektrycznych, bo wg. mnie powinno mieć się wybór jakim rodzajem auta chcę jeżdzić a nie zmuszanie rozporządzeniami czy tez różnymi podatkami do wyboru tylko jednego rodzaju napędu. Nie tędy droga.
Tylko dlaczego jest taka nagonka na użytkowników aut elektrycznych. Przecież to wybór osoby która sporo zapłaciła za komfort jazdy elektrykiem, nikomu nie zabrała pieniędzy na własne auto, nie blokuje stacji paliw - cześć osób które zakupiło auto elektryczne korzysta w własnej fotowoltaniki (sam ją założyłem z naddatkiem na 2 auta elektryczne).
Hm nie rozumiem tego.
Oczywiście dyskusja zawsze jest i zawsze była, gdzie spotykają się miłośnicy motoryzacji i wymieniają się swoimi doświadczeniami ? to jest nieuniknione. Kiedyś spierali się posiadacze diesla i benzyny ? który jest lepszy, potem benzyny, LPG i hybrydy, a teraz posiadacze elektryków kontra reszta świata.
Każdy ma swoje racje, ale trochę śmieszą mnie opinie tych osób, które porównują auta z lat 80-tych, którzy porównują technologię MELEXa do współczesnych do współczesnych aut elektrycznych , którzy czerpią swoją wiedzę tylko testów znalezionych w sieci lub na podstawie testów wykonywanych przez osoby którzy posiadają elektryka na kilka godzin
A rzeczywistość jest trochę inna, bo to jest nowa technologia i tak naprawdę jeszcze nikt na 100% nie wie, jaką drogą to pójdzie.
Czy zmieni się technologia baterii i baterie będą miały większą pojemność?
Czy w ogóle większa pojemność baterii ma sens, czy lepiej pójść w szybsze czasy ładowania?
Czy lepszy jest jednak kierunek aut na wodór?
Fakt trzeba planować jazdę i to wg. mnie jest jeszcze największa ich wada. Chodź już przyzwyczaiłem sie to tego tym bardzie że auto samo kieruje do najbliższej stacji ładowania. Na 11 tys km jazdy 2 razy ładowarka była nieczynna/zapsuta/wyłączona ale nigdy nie zabrakło mi energii na dalszą jazdę.
Na dzień dzisiejszy auto spalinowe stoi od 5 miesięcy prawie nieużywane, a elektryk cicho i dynamicznie pokonuje kolejne kilometry.