Pierwsze auto, które pomagałem ojcu konserwować to była Syrena 105L w 1981, auto prosto z fabryki. Byłem wtedy jeszcze nastolatkiem. Królował Bitex i Fluidol + tydzień siedzenia pod autem.
Przez 10 lat rdza jej nie brała, a potem poszła na sprzedaż - jeszcze w dobrym stanie. Później był 18 letni "Maluch" po szwagrze, którego oddałem do blacharza, a ten go zrobił od podstaw - rozebrał do gołego, wyspawał braki, odczyścił, zapodkładował, polakierował. Tym autem długo nie jeździłem ale sprzedało się od ręki.
Po tym był długi okres jeżdżenia autami służbowymi - w tych nic mnie nie obchodziło - zmieniałem je co ok 5 lat.
Teraz RAVka też niby służbowa i leasingowa, tyle, że we własnej firmie, więc patrzy się już trochę inaczej.
Konserwacja podwozia w zeszłym roku u Marcina (admina) - wersja full - jak na razie wszystko wygląda dobrze.