Na razie nie chce mi się. Wynika to z tego, że nie wiem co mogłoby być nie tak z nowym. Tego już znam i póki co, radzę sobie. Póki co nie miałem sytuacji żebym nie mógł jechać z powodu akumulatora.
Ponadto mam pewien pomysł ale nie mam kiedy go zrealizować. Przypuszczam, że jakiś bałwan dolał mi za dużo wody bo sięga 2 cm wyżej max. Miałem nawet zamiar pozbyć się nadmiaru przez elektrolizę ale czytałem też, że gdy gęstość wysoka, szybciej koroduje czy tam zasiarcza się trwale. Dlatego pomyślałem, że pociągnę na takim jaki jest ile się da. Sytuacja może się zmienić gdybym zmienił miejsce zamieszkania i musiał korzystać z samochodu na co dzień. Wtedy rozważę wymianę. A jakby co mam sklep z akumulatorami o 20 minut drogi autobusem więc gdyby pewnego dnia okazało się, że kaput, w ciągu godziny mogę mieć nowy.