Miałem najem na Corollę 2019-2021 (wykupiłem we wrześniu 2021, a umowa była do maja 2022). Wpłata własna + wykup = cena z faktury. Wszystko pomiędzy idzie jako zysk dla Toyoty (czyli opłata za najem). Mogłem kupić samochód bez tych udziwnień, to nie byłbym w plecy ze 20 tys. zł, chociaż to było na działalność, więc coś tam poszło do odliczeń. Teraz nie zdecydowałbym się na ten rodzaj finansowania (najem, który jest przedstawiany jako leasing z niskimi ratami). Pewnie to dla takich ciołków jak ja, którzy nie mają na ten temat żadnego pojęcia. Taki plus miałem, że przeglądy miałem za 0 zł (to był ich błąd, a i za ubezpieczenie poza Toyotą [za wystawienie zgody] nie wystawili mi faktury, którą według toip powinni wystawić). Ich drobna strata. Więc jeśli ktoś chce zawsze jeździć nowym autem, to kinto nie jest złe. Tylko trzeba pamiętać, że przy zmianie na nowe znów jest wpłata własna. A po kilkunastu latach takiego najmu okazuje się, że zapłaciliśmy jak za kilka aut, a nie posiadamy żadnego i pozostaje komunikacja publiczna lub taksówka.