No i wczoraj mnie to też spotkało. Wchodzę do garażu po przerwie 5-dniowej a autko martwe. Temperatura 6 stopni C.
Samochód kupiony we wrześniu. 3 tygodnie temu 300 km, później raz na tydzień około 20 km.
Podłączyłem elektroniczną ładowarkę do miejsca wskazanego w instrukcji (pod maską) i zonk. Napięcie 2,1V. Przełączyłem na ładowanie a tu err. Całe szczęście, że miałem jeszcze prostownik sprzed około 20 lat, trochę po powodzi był zamulony ale działał

.
Prąd ładowania około 4-5A. Trwało to około 3 minut. Coś stuknęło i włączyła się kontrolka BLE. Przełączyłem na ładowarkę elektroniczną i już zaczęła ładować, od napięcia 11,9V do ostatecznie 12,8V, wskaźnik naładowania pokazał tylko pół pojemności.
Odłączyłem ładowarkę i uruchomiłem autko. Wydaje się, że wszystko działa sprawnie. Po czterech godzinach przerwy sprawdziłem napięcie miernikiem: 12,4V. Nie wróży to nic dobrego.
A co bym zrobił gdybym był w trasie?
To jest chore. Serwis odpowiedział, że to się zdarza i nie ma potrzeby przyjeżdżać na sprawdzenie mimo iż w instrukcji wyraźnie jest napisane, że należy zgłosić się do serwisu po takim zdarzeniu.