I to jest kolejny przykład tego co ja sam pisze od dawna a i tak wielu się spiera.
ASO w tym kraju niezależnie od marki, działa z pozycji siły i dużego gracza. Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi? Samochód w serwisie, materiał na gwarancji ale robocizna za 2 śrubki: 2100zł.
I co ma zrobić właściciel ? Wyjątkowo w tym przypadku samochód jest jeszcze zdatny do jazdy bo się nie rozpadnie za zakrętem. Także mozna jezdzić i toczyć boje z dilerem. A co w sytuacji jak auto by było unieruchomione? Che pan auto? Płać pan albo wypychamy na pobocze żeby nie zawadzał. I klient musi udowadniać że ma racje, nie mając samochodu ktory będzie czekać na naprawę. To trwa często miesiącami, kolejne koszty to prawnicy, może być rzeczoznawca. Znowu koszty. Już sie z tym spotkałem sam, przeżyłem na własnej skórze. Diler uznaje że jest tak i taki koniec. Czy to jest zgodne z prawdą i prawem, czy nie, czy ma oparcie w jakichś paragrafach czy nie, nie ma znaczenia. Diler zadecydował, płać albo spadaj. I tam nikt za nic nie odpowiada. Za pomyłki w decyzjach, za podejscie do klienta. Odpowiedzialność jest całkowicie rozmyta i nikomu włos z głowy nie spadnie a prędzej wypłacona będzie nagroda za wygenerowanie zysków dla salonu i urobienie klienta na kase.
I teraz wartość sporu 2,1k. 2 godziny u prawnika ktory zna branże: 600zł, 2 pisma 400zł. To już mamy 1000zł nie do odzyskania. Diler sie ugnie pod naporem i powie że za 1000 zrobi. I suma sumarum, kosztowo wyjdzie na to samo a ile nerwów i walki.....
Szkoda że taka jest rzeczywistość.