Cześć,
Posiadam Toyotę RAV4 z 2021 roku. Auto działało bez zarzutów aż do ostatniego tygodnia. Mieszkam obecnie w Szwecji i w połowie kwietnia rozpoczęliśmy procedurę przerejestrowania pojazdu na szwedzkie tablice. Z przyczyn zdrowotnych żona musiała jednak wrócić do Polski, więc przerwaliśmy procedurę. W tym czasie auto stało nieużywane w garażu przez prawie 2,5 miesiąca.
25.06 chciałem wyjechać autem z garażu, ale nie było w nim prądu – musiałem otworzyć drzwi fizycznie z kluczyka. W środku również nic nie działało. Znajomy pożyczył mi battery pack i udało się uruchomić samochód przez akumulator w bagażniku. Po uruchomieniu nie było żadnych problemów – przejechałem ok. 30 km, by doładować akumulator.
04.07 pojechaliśmy do znajomych – ok. 1,5 km. Po zgaszeniu auta, po 10 minutach próbuję je uruchomić, pojawia się komunikat: „Usterka hybrydowego układu napędowego – skontaktuj się z serwisem”. Auto nie rusza. Po 10 minutach komunikat nadal się wyświetla, ale samochód daje się uruchomić. Wracam do domu i umawiam wizytę w serwisie na 07.07.
07.07 jadąc do serwisu, podrzucam żonę do lekarza. Gdy ponownie uruchamiam auto – komunikat znika. W serwisie informują mnie, że nie ma problemu z układem hybrydowym, natomiast zapisane są błędy systemowe:
P0688-1F – ECM/PCM Power Relay Sense Circuit Intermittent
U0100 – Lost Communication with ECM/PCM/EV A
U0293 – Lost Communication with Hybrid/EV Vehicle Control System (2x)
Twierdzą, że wszystko jest w porządku i nie powinno być dalszych problemów.
11.07 znów pojawia się komunikat „Usterka układu napędowego”. Auto też na chwilę traci całkowicie zasilanie na parkingu – po ok. 10 minutach zasilanie wraca, a po uruchomieniu komputer wykonuje aktualizację. Komunikat znika. Kontaktuję się z serwisem – twierdzą, że to najprawdopodobniej błąd systemowy i umawiam się na kolejną wizytę – 14.07.
W międzyczasie żona pojechała odebrać syna ze żłobka i po wyłączeniu silnika auto kompletnie padło – brak prądu. Na szczęście byłem niedaleko i przyjechałem. Jeden z przechodniów pomógł sprawdzić napięcie na klemie + pod maską – wynik: 3,8V. W międzyczasie zacząłem dostawać się do akumulatora z tyłu, aby sprawdzić napięcie bezpośrednio – i w momencie, kiedy zdjąłem ostatni plastikowy element zasłaniający akumulator, prąd nagle wrócił. Odpaliłem auto od razu – napięcie było już prawidłowe.
Przez cały czas, mimo pojawiających się komunikatów, nie było żadnych problemów z prowadzeniem, działaniem silnika elektrycznego, ani spalaniem.
Niestety – straciliśmy zaufanie do auta, bo w dowolnym momencie może dojść do zaniku zasilania. Bez battery packa lub dostępu do bagażnika możemy nie być w stanie w ogóle ruszyć.
Czy ktoś z Was spotkał się z podobnym problemem? A może na podstawie powyższego opisu macie jakieś podejrzenia? Obawiam się, że błędnie założyłem, iż problemem był jedynie rozładowany akumulator, ale skoro napięcie jest OK, to może problem leży gdzieś indziej.
Z góry dziękuję za każdą pomoc i wskazówkę.