ciągle mam złe wspomnienia z współpracy z salonami toyoty
No cóż..
Za mną ćwierć wieku współpracy z Toyotą i niestety również mam złe doświadczenia serwisowe.
Sam producent, auta, myśl techniczna, niezawodność, japońskie (a nawet te francuskie) wykonanie - super!
Nawet kontakty z centralą w Polsce były ok.
Niestety dealerzy, zwłaszcza samotni na dużych terenach (brak konkurdncji), to systematyczna równia pochyła:
Od 25 lat widzę jak jest coraz gorzej.
Kiedyś słynne japońskie kaizen, dziś olewanie klienta po całości.
Zaczęło się od tego, że zamknięto na stałe roletę okna na serwis.
W każdym znanym mi salonie taka jest: między poczekalnią dla klientów oczekujących na serwis a halą warsztatu jest ogromne okno z roletą. Gdy jeździłem na przeglądy ze swoją pierwszą nową Toyotą okno to zawsze było odsłonięte - wielu klientów, w tym ja, chętnie przez nie oglądało pracę mechaników i miało oko na to, co się dzieje. Można było zobaczyć, czy ten olej, czy filtr są faktycznie wymieniane. I miałem wrażenie, że faktycznie ciągle coś robią - nikt nie stał, nie gadał.
W kolejnych latach systematycznie te okno zasłaniano opuszczając roletę - kilka razy sobie podniosłem ją sam..
Przyszedł więc dzień, że roleta się "zepsuła" i już nigdy więcej nie uniosła.
Ostatecznie całe okno zasłonięto przenośnymi "parawanami" w japońskie wzory i na tym historia otwartości i jasności polskich autoryzowanych warsztatów Toyoty się zakończyła.
W żadnym salonie nie widziałem, by te okno obecnie było odsłonięte.
Drobiazgów, które po latach współpracy mnie w tych ludziach denerwują, jest już bez liku.
A to przy wymianie opon nie ustawią nowych czujników ciśnienia, wracasz, dłubią, za godzinę wracasz, bo coś nie zresetowali. Tak po 50 km w jedną stronę.
Montują wideorejestrator: wyjeżdżasz, działa, pada. Jeździsz dwa dni, okazuje się, że działa, jak masz krótkie zapalone. Jak nie, to nie działa... Wracam, poprawiają, po 2 dniach orientuję się, że 3cie światło stopu nie działa.. Wracam, montując tylną kamerkę coś tam urwali, naprawiają.
Kasę niemałą skasowali, ale żadnego przepraszam, jakiś przeprośny rabat, bon, cmoknięcie słowne w zadek, cokolwiek.. Kompletny zlew..
Kupowałem auto żonie. U tego dealera już moje 4te. Przy odbiorze wyraźna rysa na kloszu. Coś tam szlifują, polerują, efekt żaden. Mało upierdliwy jestem, macham ręką, żona taka zachwycona, lampa w końcu przecież świeci no i autko w takiej boskiej, meksykańskiej czerwieni!!
"- No dobra, to jakiś rabat mi dacie choć symboliczny na pierwszy serwis?" "Tak, tak, oczywiście" Po roku (25 lat tam jeżdżę 2-3 x w roku, znam każdą twarz, oni mnie pewno też) przy serwisie nikt o niczym nie pamięta, patrzą, jak na taniego naciągacza..
Długa, wspaniała, wieloletnia współpraca..
Nie zliczę pierdół w stylu wciśnięcie relaxa, choć go nie chciałem - zalecam przegląd, ufam od lat, odbieram, idę płacić, w domu widzę, że są pozycje niezamówione.
Także ten.. rozumiem brak jakiegokolwiek obecnie do dealerów zaufania..
Wypracowali sobie..
Ostatnie auto kupiłem już gdzie indziej.
No cóż, dalej o wiele, ale.. wielkie miasto zobaczę przy okazji..
