Szanowni Koledzy oraz Koleżanki!
W kwietniu tego roku wszedłem w posiadanie Toyoty Corolli z 2022 roku, 1.5 benzyna - 88tyś przebiegu. Egzemplarz po pierwszym włascicielu w Polsce. Poza drobnymi ryskami na lakierze samochód wydawał się w 100% poprawny. Skrzynia automatyczna płynnie zmienia biegi, silnik cyka równiutko podwozie poza zabrudzeniem bez zastrzeżeń. Swieżo wymienione tarcze oraz klocki. Jedyny mankament to uszkodzony termostat, który właściciel w cenie zgodził się wymienić.
Po około dwóch miesiącach auto w trakcie jazdy awaryjnie zgasiło silnik. Odpalał na chwilę, zaraz potem gasł. Oczywiście cała plejada kontrolek - od check engine po awarie systemu EPS, hamulca postojowego etc. Po ostudzeniu udało się go odpalić i dojechać do mechanika. Diagnoza - uszkodzony czujnik położenia wału.
Z tego, co zdążyłem przeczytać, nie jest to szczególnie częsta awaria w tych modelach. Dodatkowo dostępność części jest kiepska — mechanik znalazł czujnik za ok. 800 zł, co wydaje się dość dużą kwotą jak na taką usterkę.
Moje pytanie brzmi - czy ktokolwiek z Was miał podobną usterkę w tym roczniku? Czy faktycznie skończyło się tylko na wymianie czujnika czy to tylko początek "przygody" z niezawodnością toyoty?
Czy możliwe jest że po naprawie termostatu silnik zaczał się w końcu dogrzewać i wyszła awaria czujnika?
Dzięki za każdą odpowiedź!