Cały problem w tym, że w ASO nie rozmawiasz z człowiekiem, który będzie naprawiał auto. Przywozisz samochód, przekazujesz go doradcy serwisowemu, ten pokiwa głową, że rozumie i też to słyszy. Potem przekazuje auto na warsztat, a tam pod presją kolejnych zleceń nikt nic nie słyszy.
W ASO mają możliwość skorzystania ze wsparcia technicznego z centrali, ale nawet z tego nie potrafią skorzystać – przecież na pewno nie jesteśmy pierwsi, którzy mają ten problem. Niestety, dopóki auto jeździ, nikt z tym nic nie zrobi.
Wchodzi w grę opcja, żeby to sprzedać (mam w końcu papier z dwóch serwisów, że auto jest sprawne :-D), albo dokupić przedłużoną gwarancję i liczyć na to, że korbowód w końcu wyjdzie bokiem.