Po przeczytaniu kilku poprzedzających komentarzy mogę uważać się za wyjątkowego szczęśliwca.
I w dodatku z doświadczeniem. Wiem na pewno, do których warsztatów nie jechać (to są na szczęście doświadczenia znajomych).
Dwa poprzednie pojazdy (marki na tym forum nie wspomnę) przeturlały się na gazie 160 i 130 kkm.
Rok temu kupiłem Cari 2,0 (3F-SE) i od razu zdecydowałem się przerobić ją na kuchenkę.
Po krótkich konsultacjach ze znajomym warsztatem wybrałem II generację (twierdzili, że już robili takie auta).
Jak do tej pory jedyną wadą, którą stwierdziłem (podobnie jak w poprzednich wózkach) jest okresowe tankowanie. Autko ciągnie jak szatan, nie kicha, nie skacze, nie gaśnie.

Mam też kilka znajomych zagazowanych aut (Audi 4wd-2,5 l chyba, renault17 1,8).
Te niestety nie są już tak bezproblemowe.
Kolesie założyli instalacje wcześniej przglądając się mojej cari. Niestety trafili gorzej.
Od samego początku problemy z przełączaniem, obrotami, mocą itp.
Po dokładniejszym przejrzeniu "dokonań" specjalistów od gazu okazało się, że:
- przewody elektryczne nie zostały połączone na kostkach (rozpięli przy montażu i tak zostało)
- elektrozawór nie "trzymał", gaz przedostawał się do kolektora na postoju - kłopot z uruchomieniem
- parownik wpięty w "szereg", temperaturę łapał po 5 minutach pracy na postoju (moja cari po 1,5 min)
- czujnik temperatury wpięty na dziwnym wysięgniku, temperaturę wyczuwał chyba po 12 kilometrach, po nagrzaniu silnika cykliczne, samoczynne przełączanie gaz/benzyna/gaz/...
Potwierdza się moja teoria, że najsłabszym elementem instalacji LPG jest monter.
Lub raczej indywiduum, które uznało, że osiągnęło poziom uprawniający do grzebania pod maską.
Wszystkim nieszczęśliwie zagazowanym życzę równie bezproblemowej eksploatacji kuchenek.