Autor Wątek: Jakość angielskich Corolli  (Przeczytany 8433 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

sanders

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #15 dnia: 16 Marca 2006, 20:44:55 »
Cześć !
Aja kupiłem Toyotkę Corollę z 2004r.
Powiem Ci że bardzo Fajne autko.Możesz śmiało kupować.Jedynie co stwierdziłem po 13000 tyś km to zaparowany tylny reflektor,ale już go zgłosiłem w serwisie i oczywiście jak nie ma uszkodzeń mechanicznych,a nie ma to go bezproblemu wymienią

Offline glowix

  • Toyot Pełzający
  • **
  • Wiadomości: 225
  • Płeć: Mężczyzna
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #16 dnia: 24 Marca 2006, 22:09:16 »
Kupcie sobie Fiata to przestaniecie narzekac  ;D

Jezdzilem Brytyjczykiem dopoki nie wpadlo na niego "cos" innego. Bez zarzutu. Jedyne problemy to pojedyncze osoby w serwisie, ktore udawaly, ze sie znaja.

Głowix

goncjusz

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #17 dnia: 25 Marca 2006, 00:32:44 »
No ja niestety tez trafilem na Rolke z GB, rocznik 2004, Hatchback 3D silnik 1.6. No wiec tak, od czego by tu zaczac...
Auto od nowosci posiadalo n/w wady:
- fotel pasazera nie zaskakiwal rowno na obydwie szyny po przesunieciu
- radio sie nie swiecilo (po ciemku nie trafialem w klawisze)
- klima automat smierdzi zaraz po uruchomieniu przez kilka minut
- zbyt czuly, wrecz denerwujacy ABS - nieraz spowodowalbym przez to kolizje
- auto bardzo duzo pali - min 10 l w miescie przy spokojnej jezdzie, przy zwawej nawet 12

Po pewnym czasie (obecnie przejechanych 16 tys km) wystepuja stuki w zawieszeniu szczegolnie slyszalne przy najezdzaniu na tzw "pijanych policjantow". Hamulce piszczaly przy lekkim wdepnieciu pedala. Oczywiscie szpara nad radiem to norma, trzeszczenie plastiku rowniez. Smierdzi tez ogrzewanie stechlizna podczas wlaczenia obiegu wewnetrznego no i czesto ostatnio wystepuje problem z wlaczeniem wstecznego.

Tak jak widac, sporo tego, powiem krotko. Poprzednia Rollka ktora jezdzilem (E11 z 98 roku, made in Japan) spisywala sie bez zarzutu i zadne z powyzszych niedogodnosci nigdy nie mialy miejsca przez 7 lat uzytkowania, no moze oprocz wstecznego ale z tym to prawie kazde auto ma problem. Prawda taka, ze z E12 poszli najwyrazniej na ilosc a nie jakosc, poza tym produkcja przez Angoli ktorzy pewnie nieraz na kacu do pracy przychodzili po wygranym meczu swojej pilkarskiej druzyny - to sie niestety przeklada na jakosc i wykonanie :( W Japonii jest rygor i wszystko wyglada inaczej, choc moge sie mylic, bo z tego co tu czytam to Japonczyki E12 rowniez maja usterki.

Podsumowujac, to byla chyba ostatnia Corolla - nastepna bedzie Honda Civic :)

Pozdrawiam

Offline Gosiek

  • Toyot Chodzacy
  • ***
  • Wiadomości: 1362
  • Płeć: Kobieta
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #18 dnia: 25 Marca 2006, 08:34:58 »
Cytuj (zaznaczone)
No ja niestety tez trafilem na Rolke z GB, rocznik 2004, Hatchback 3D silnik 1.6. No wiec tak, od czego by tu zaczac...
Auto od nowosci posiadalo n/w wady:
- fotel pasazera nie zaskakiwal rowno na obydwie szyny po przesunieciu
- radio sie nie swiecilo (po ciemku nie trafialem w klawisze)
- klima automat smierdzi zaraz po uruchomieniu przez kilka minut
- zbyt czuly, wrecz denerwujacy ABS - nieraz spowodowalbym przez to kolizje
- auto bardzo duzo pali - min 10 l w miescie przy spokojnej jezdzie, przy zwawej nawet 12

A to ciekawe co piszesz mam co prawda Disla i 5 drzwiowego więc nie mogę porównywać fotela i spalania ale:
- odniosę się do klimy a jeżdżę na niej non stop i nigdy u mnie nie śmierdziała zresztą tak samo jak nawiew
- a abs to mnie kilka razy uratował
Sugeruję więc byś to zgłosił na przeglądzie...
- spalanie u mnie w dislu 6-7 po Warszawie, 5-6 po trasie...

Cytuj (zaznaczone)
Po pewnym czasie (obecnie przejechanych 16 tys km) wystepuja stuki w zawieszeniu szczegolnie slyszalne przy najezdzaniu na tzw "pijanych policjantow".
a jeśli chodzi o to to niestety obstawiałabym że amorek/ki ci padły (niestety przy naszych dziurawych drogach to możliwe) - miałam taki sam objaw...

Ja osobiście przesiadłam się z Forda i porównując te dwa autka to... świat i ludzie...
A trzeszczące plastiki (występują u mnie tylko zimą), szpara nad radiem to jak dla mnie nie są usterki...
W ciągu 3 lat przejechałam ok 90k i muszę powiedzieć że nie było sytuacji bym żałowała że ma Rollkę - mój Grzechotnik też jest anglikiem. A jeśli chodzi o obsługę serwisową to jeździłam do dwóch i niestety tu znacząca różnica w jednym przyjechała baba to spróbujemy jej wcisnąć kit za to w drugim full profesjonalizm.

goncjusz

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #19 dnia: 25 Marca 2006, 17:17:23 »
A to ciekawe co piszesz mam co prawda Disla i 5 drzwiowego więc nie mogę porównywać fotela i spalania ale:
- odniosę się do klimy a jeżdżę na niej non stop i nigdy u mnie nie śmierdziała zresztą tak samo jak nawiew
- a abs to mnie kilka razy uratował
Sugeruję więc byś to zgłosił na przeglądzie...
- spalanie u mnie w dislu 6-7 po Warszawie, 5-6 po trasie...
Diesel w dodatku 5D to zupelnie co innego - w 5D fotele sie nie rozkladają tak samo jak w 3D. Tak samo Diesel - wiadomo, że zawsze pali mniej od benzyny, zwłaszcza te D4D. KLima smierdziala od nowosci, natomiast ogrzewanie od 3 miesiecy. Widocznie mialas szczescie i trafilas na swietny model, ja niestety mialem pecha i trafilem na trefny (Angole widocznie dzien przed jego produkcja pochlali). Nic tylko pozazdroscic! Aha, na przegladzie juz bylem (po 15 tys) i niby przeczyscili klime (tylko po co, auto nie mialo roku jeszcze) ale tak ja przeczyscili, ze teraz smierdzi ogrzewanie w obiegu wewnętrznym. Zbyt wysokie spalanie zglaszalem latem - nic nie stwierdzono. A ABS owszem, rowniez mnie kilka razy uratowal, ale kilka razy niepotrzebnie zupelnie sie wlaczal, stwarzajac tylko niebezpieczenstwo zamiast pomoc.

a jeśli chodzi o to to niestety obstawiałabym że amorek/ki ci padły (niestety przy naszych dziurawych drogach to możliwe) - miałam taki sam objaw...

no niestety nie, chyba fachowcy z ASO znaja sie na rzeczy i wiedzieliby, ze to amorek. Poza tym w nowym jakby nie bylo autku nie mają prawa paść amorki, zwłaszcza że nigdy nie miałem spotkania z jakąś wielką dziurą - zglosilem to takze na przegladzie - nic nie stwierdzili, stuki dalej wystepują.

Ja osobiście przesiadłam się z Forda i porównując te dwa autka to... świat i ludzie...
A trzeszczące plastiki (występują u mnie tylko zimą), szpara nad radiem to jak dla mnie nie są usterki...
W ciągu 3 lat przejechałam ok 90k i muszę powiedzieć że nie było sytuacji bym żałowała że ma Rollkę - mój Grzechotnik też jest anglikiem. A jeśli chodzi o obsługę serwisową to jeździłam do dwóch i niestety tu znacząca różnica w jednym przyjechała baba to spróbujemy jej wcisnąć kit za to w drugim full profesjonalizm.
No wiadomo, Ford to nie Toyota, bez dwóch zdań :) Dla Ciebie to nie są usterki? No może fakt, źle to ująłem, ale tak jak pisałem, w poprzedniej Corolli w ciągu 7 lat użytkowania nie doświadczyłem ani stuków plastików ani żadnej szpary...A było to auto gorsze, gorzej wyposażone i w ogóle, a jednak, było lepiej wykonane! Z tego co piszesz wnioskuję, że posiadasz rocznik 2003? Jeśli tak to chyba jeszcze wtedy nie było face liftingu, mój już jest po facelifcie więc to trochę inny model niż Twój...
W zeszłym roku pamiętam był tu podobny topic do tego o angielskich, japońskich i tureckich rollkach i z tego co pamiętam, to najwięcej problemów mieli użytkownicy właśnie tych pierwszych, więc to nie przypadek. Podobnie było w dyskusji na forum corollaclub.org. Także jeszcze raz zazdroszczę, że udało Ci się trafić na udany model!!

Offline Gosiek

  • Toyot Chodzacy
  • ***
  • Wiadomości: 1362
  • Płeć: Kobieta
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #20 dnia: 25 Marca 2006, 20:26:10 »
No mogę powiedzieć że mój to jeden z pierwszych bo rocznik 2002 ;D ;D ;D

Cytuj (zaznaczone)
no niestety nie, chyba fachowcy z ASO znaja sie na rzeczy i wiedzieliby, ze to amorek. Poza tym w nowym jakby nie bylo autku nie mają prawa paść amorki, zwłaszcza że nigdy nie miałem spotkania z jakąś wielką dziurą - zglosilem to takze na przegladzie - nic nie stwierdzili, stuki dalej wystepują.
Tak jak pisałam fachowiec fachowcowi nie równy i spotkałam się z próbą olania klienta w serwisie Toyoty dlatego tam już więcej nie jeżdżę (potniały mi tylne reflektory a w Markach próbowali wmówić że to normalne - słyszałam rozmowę serwisanta z doradcą więc wiedziałam że mam rację ;D ;D ;D... wymioniono mi to na gwarancji w innym serwisie gdzie zaczęłam jeździć od tamtego momentu > ale dla mnie to duperel a nie usterka ;D ;D ;D widać po Fordzie inaczej podchodzę do tematu).
A co do amorków to miałam taki sam przypadek (też bez żadnej zauważalnej dziury) - dudnienie było tylko na leżących policjantach na przeglądzie nic nie stwierdzili bo amorki zachowywały się normalnie ale doradca wsiadł z moim bratem do autka i przejechał się po leżących - od razu poszły do wymiany (po prostu zamiast ruszać tylko w poziomie wykonywał u mnie jeden amortyzator ruchy okrężne ;D ;D ;D)...

Tak więc ja bym Ci z klimą, ogrzewaniem i amorkami polecała pojechać do innych fachowców...
« Ostatnia zmiana: 25 Marca 2006, 20:28:35 wysłana przez Gosiek »

MaciekB

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #21 dnia: 26 Marca 2006, 01:33:34 »
znajomy miał też przejścia z za dużym spalaniem w 1.6 - nie mogli nic znaleźć, oczywiście najłatwiej odpowiedzieć że to "każdy inaczej jeździ" i "ciężka noga"  >:( w końcu sie wkurzył i wywalczył by jeden z serwisantów pojechał na dłuuugą jazdę testową. Bodajże 400km.

udowodnił im że pali za dużo, wymienili komputer i już jest OK

goncjusz

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #22 dnia: 27 Marca 2006, 02:02:08 »
No mogę powiedzieć że mój to jeden z pierwszych bo rocznik 2002 ;D ;D ;D

Cytuj (zaznaczone)
no niestety nie, chyba fachowcy z ASO znaja sie na rzeczy i wiedzieliby, ze to amorek. Poza tym w nowym jakby nie bylo autku nie mają prawa paść amorki, zwłaszcza że nigdy nie miałem spotkania z jakąś wielką dziurą - zglosilem to takze na przegladzie - nic nie stwierdzili, stuki dalej wystepują.
Tak jak pisałam fachowiec fachowcowi nie równy i spotkałam się z próbą olania klienta w serwisie Toyoty dlatego tam już więcej nie jeżdżę (potniały mi tylne reflektory a w Markach próbowali wmówić że to normalne - słyszałam rozmowę serwisanta z doradcą więc wiedziałam że mam rację ;D ;D ;D... wymioniono mi to na gwarancji w innym serwisie gdzie zaczęłam jeździć od tamtego momentu > ale dla mnie to duperel a nie usterka ;D ;D ;D widać po Fordzie inaczej podchodzę do tematu).
A co do amorków to miałam taki sam przypadek (też bez żadnej zauważalnej dziury) - dudnienie było tylko na leżących policjantach na przeglądzie nic nie stwierdzili bo amorki zachowywały się normalnie ale doradca wsiadł z moim bratem do autka i przejechał się po leżących - od razu poszły do wymiany (po prostu zamiast ruszać tylko w poziomie wykonywał u mnie jeden amortyzator ruchy okrężne ;D ;D ;D)...

Tak więc ja bym Ci z klimą, ogrzewaniem i amorkami polecała pojechać do innych fachowców...

No z tymi fachowcami to ostatnio coraz gorzej niestety, coraz mniej ich albo ci najzdolniejsi emigruja za granice :(
Na poczatku po odbiorze nowego auta jak zglaszalem sprawy, z ktorymi nie mogli sobie w serwisie poradzic, uslyszalem slowa, ze trudno im odpowiadac za auto, ktorego nie wyprodukowali...To było dobre nie ma co :)
Ogólnie nie wiem już gdzie mam jechać, podobno to ASO do którego jeżdzę ma najlepszą renomę w mojej okolicy więc dużego wyboru nie mam. Najlepiej to chyba reklamowac ten samochod u Angoli, tak by z tego wynikalo i wtedy moze dopne swego :-) prawdziwa walka z wiatrakami!!!. Ja naprawde probowalem walczyc o swoje,ale ile mozna jezdzic z Toyota do serwisu? Kupujac to autko myslalem ze gosciem w serwisie bede tylko na przegladach...bo po to wlasnie kupuje sie Toyote!!!

goncjusz

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #23 dnia: 27 Marca 2006, 02:06:04 »
znajomy miał też przejścia z za dużym spalaniem w 1.6 - nie mogli nic znaleźć, oczywiście najłatwiej odpowiedzieć że to "każdy inaczej jeździ" i "ciężka noga"  >:( w końcu sie wkurzył i wywalczył by jeden z serwisantów pojechał na dłuuugą jazdę testową. Bodajże 400km.

udowodnił im że pali za dużo, wymienili komputer i już jest OK

Hmmm ja bym żadnemu serwisantowi nie dał auta żeby się przejechał nim po mieście co dopiero w długą trasę ;) Jak mi ostatnio jeden się chwalił, ze Yarisem 1.0 wyciagnął na prostej z górki 190 km/h to aż ciarki mnie przeszły, szkoda że nie odfrunął tym maleństwem :)
A tan na poważnie to może i powinienem zrobić tak samo jak Twój znajomy ale to się wiąże z utratą auta co najmniej na 2 dni podejrzewam, poza tym zawsze mogą skłamać że jak jechali to spalanie było ok :) bo jeśli będą jechali po emerycku to prawdopodobnie wyjdzie im spalanie katalogowe.

MaciekB

  • Gość
Odp: Jakość angielskich Corolli
« Odpowiedź #24 dnia: 14 Kwietnia 2006, 13:02:08 »
znajomy jechał razem z serwisantem - muszą być "obie strony sporu" bo inaczej na pewno nic nie wywalczysz...


 

www.ucando.pl

www.gotujesie.pl