Branie kasy do ręki ma też swoje wady. Po pierwsze napędza się czarny rynek, bo przecierz nikt watu nie chce płacić. Po drugie - klient wiadomo, chce jak najaniej, więc blacharz też oszczędza i robi mniejszym wkładem pracy (czyli mniej dokładnie) lub zamiast coś wymienić do podegnie i zaszpachluje. Po trzecie - jak już ktoś wspomniał, to po pierwszych oględzinach nie wiadomo ile dokładnie naprawa wyniesie, więc biorąc kase można się wkopać. Jak ostatnio mi sądziadka wjechała w tylne nadkole to sprawa wyglądała tak:
-pod mój dom przyjechał rzeczoznawca z ubezpeczalni, zrobił zdjęcia, obejrzał, wycenił na 680 zł....
-pojechałem pojechałem do blacharza, on zrobił dokładny kosztorys (dokładny wypis każdej czynności i elementu do wymiany), wyszło 1600...
-kosztorys trafił do ubezpieczalni, oczywiście coś tam przycieli, ale ogólnie zatwierdzili
-samochód w naprawie, po naprawie wystawił fakture, faktura poszła do ubezpieczalni i zapłacili
Ostatecznie faktura była na około 1450zł. Blacharz mówił, że gdybym wzioł kase i chciał to naprawić za te 680zł, to wiadomo, by się starał to zrobioć.... ale jednak na czymś by musiał przyoszczędzić. Teraz jak patrze jak to zrobili, to naprawde jest tip-top. Dodatkowo patrząc po śladach pasty polerskiej, to wypolerowali mi pół samochodu, bo nawet rysy na przednim błotniku po innej stłuczce znikneły
