Widzę, że mechanik należy do tej grupy obywateli, których osobiście omijam szerokim łukiem :] Przewody pod miską, sprzedać auto bo ma skorodowane przewody...

Co do braku kasy to mam propozycję: Odstaw auto na jakiś czas i wróć do jeżdżenia nim jak będzie Cię stać aby je zrobić jak się należy. Oszczędzanie, szczególnie na takich elementach jak zawieszenie i hamulce, to igranie z własnym zdrowiem lub życiem.
Jeśli chodzi o przewody, to raczej będziesz musiał wymienić całość. Na pewno te na tył, przednie zazwyczaj wytrzymują dłużej. Ja jednak dla własnego spokoju bym je zrobił od razu lub w możliwie najkrótszym czasie po zrobieniu tyłu.
BTW: Ja miałem do przejechania też 300 km w jedną stronę i IMO się opłacało :> Przynajmniej głowę miałem tym razem spokojną. Bo normalnie jak odstawiam gdzieś auto to się panicznie boję, że mi coś spie****
Aha, omijaj "Panów Mietków, co robią dobrze i tanio.".
Po pierwsze "dobrze" nigdy nie idzie w parze z "tanio", po drugie panowie Mietkowie - "mechaniczni filozofowie" - mają niesamowitą tendencję do drutu i robienia "aby było". Teoretycznie dużo spieprzyć nie można przy przewodach hamulcowych... W praktyce widziałem niesamowite kwiatki, że o takich "pierdołach" jak dot4 na błotnikach i odciski łap umazanych tymże płynem na innych częściach lakierowanych nie wspomnę. Swoją drogą dzięki takiemu kolesiowi mój kuzyn nie nacieszył się zbyt długo polerką jaką poczęstował swoją golfinę
