Teraz na mrozie to jest dopiera zabawa. Dym jest niebieski i idzie taka chmura, że aż wstyd. Najgorzej jest rano po nocy, po 8h stania na dworze puszcza go 10x mniej. Sprawa tyczy mojego "nowego" grata czyli silnika FS w 626 2.0 1995r. Naczytałem się trochę i chyba każdy użytkownik tego auta z przebiegiem w okolicach 200 000 ma to samo. Na forum straszą, że remont albo wymiana silnika itd itp. Mechanik twierdzi, że winne będą pierścienie. Jednak na chłopski rozum, jeśli końcówka rury wydechowej jest idealnie czysta, kopci tylko przy niskich temp po conajmniej 5-godzinnym postoju czyli spływa na tłoki olej. który potem ulega spalaniu (tak sobie to tłumaczę). Dla mnie jest to wersja bardzo optymistyczna, gdyż jest możliwość wymiany uszczelniaczy bez zdejmowania głowicy, co za tym idzie nie jest to duży koszt.
Poza tym płynu nie ubywa, nie ma mazi pod korkiem, oleju w okolicach 1l/6000km (Toyota brała mi 1l/3000 i nie było dymu rano).Muszę jeszcze ciśninie sprawdzić. Jakiej firmy uszczelniaczy szukać?
Sorki, że pisze tu posty nie dotyczące Toyoty, ale klimat panujący na tym forum jest ... co tu dużo pisać- the best