Redbull : Nie wiem, czy, i na co trzeba być chorym, jednak odpowiadając, poniekąd, na Twoje pytanie, nadmienię, że trzeba mieć sporą wiedzę, żeby być mechanikiem, a nie druciarzem. I bardzo dobrze jest pojąć, a przynajmniej mieć nikłe pojęcie o zasadzie działania mechanizmów występujących w danym aucie, żeby móc nim długo i bezawaryjnie jeździć, że o naprawianiu go nie wspomnę.
Zastanawia mnie fakt, że w moim samochodzie nie występuje 90% przypadłości, które trapią różnych użytkowników tego, konkretnego, modelu. A auto ma prawie pół miliona nawinięte, miało kilka dzwonów, i ma naprawdę ciężkie, codzienne, życie...
Teraz co do skrzyni, a potem jeszcze o użytkownikach :
Oczywiście, że będzie pracować inaczej, to się rozumie samo przez się, myślę, że nikt przy projektowaniu nie przyjął za temperaturę roboczą -10 stopni.
Pytanie, jednak, dlaczego będzie inaczej pracować, podobnie, jak wcześniej padło pytanie o szkodliwość "chodzenia" silnika na zimno. Wracamy do poznania zasady działania mechanizmów, przy czym przyznaję, że nie znam do końca zasady działania automatu, może więc dlatego "panicznie się go boję" i "kurczowo trzymam manuala", jak to nieraz słyszałem ?

Na forach spotykam ciągle rzesze wszystkowiedzących, których wiedza oparta jest o to, co wyczytali w Auto Świecie i zobaczyli w TVN Turbo. Tworzą dziwne teorie, niemające pokrycia w rzeczywistości, z nabożną, wręcz, czcią wymawiają słowo "sekwencja", nie będąc nawet świadomymi, od czego właściwie ta nazwa pochodzi.
Przesiadają się z przysłowiowego malucha ( bez obrazy dla wymienionego ) na auto sporo większe, bardziej skomplikowane, a co za tym idzie - droższe w utrzymaniu, nie będąc zupełnie świadomymi kosztów tegoż ( piszę głównie o częściach i serwisach, bo już nieraz słyszałem, że "V6 jest super, bo na gazie pali taniej, niż Seicento na benzynie" ).
Wiedza, a raczej jej brak, jak również brak odpowiednich narzędzi, umiejętności, i ogólnie pojętej chęci do ubrudzenia rąk, zmusza ich do odwiezienia auta do mechanika. Pół biedy, jeśli trafią na kogoś z głową, kto albo będzie wiedział, jak zrobić, albo powie, że nie podejmie się, bo woli nie zarobić, niż zepsuć. Gorzej, a właściwie tragicznie, jeśli trafią na takiego, co "wszystko potrafi", i "paaaaanie, nie takie auta naprawiało się".
Mają za to doświadczenie, a jakże. Najczęściej ( na forach związanych z japończykami ) takie, że "moja [odpowiednie wstawić, Toyota, Mazda, Honda, itp] ma już 200/300/400kkm i jeszcze nic nie robiłem, więc to bardzo dobre auta są".
Kolejny typ to : "Ale szwagier kiedyś jechał ze swoim szefem, a kolega szefa miał automat, i szef mówił, że kolega mówił, że mu się ciągle psuje". Na podstawie tego, wysnuwa wnioski i przyjmuje je za dogmat, nie biorąc pod uwagę, co kolega szefa mógłby wyprawiać z autem, że jeździło tak, a nie inaczej.
Następni są z grupy : "A w moim aucie ( oczywiście "moje auto" jest wyznacznikiem ogółu, jeśli "u mnie" się coś zepsuło, oznacza to, że ogół modelu jest wysoce awaryjnym pojazdem " ) coś działa/nie działa od wczoraj, i nie wiem dlaczego". Jeśli u mnie działa, to na pewno działa też u wszystkich innych, vide ABS w Camry.
Kolejni to tzw. erotomani-gawędziarze. "Kupiłem auto, będę je doprowadzał do stanu, w jakim wyszło z salonu". Przez tydzień. No, może dwa. Najczęściej do momentu, kiedy okazuje się, że albo dołoży się kilkakrotną wartość samochodu, albo sprzeda go na Allegro, jako "Okaaaazja, mały przebieg, skrzynia czasem szarpie, klima wymaga nabicia", ale "nie wymaga wkładu finansowego"

I tak możnaby bez końca wymieniać. Ludzie, którzy rzeczywiście coś dłubią przy autach, rzadko wchodzą na forum ( wiem, jestem jakimś dziwnym wyjątkiem ), bo dłubanina pochłania tyle czasu, że spać nie ma kiedy. Mamy tu kilku takich, którzy mieliby się czym pochwalić. Ale... po co i komu ?
A inni jeżdżą, póki nie wystawią na Allegro, albo nie zezłomują.
pzdr
PS : Proszę moderatora o posprzątanie tu, zostawienie tylko postów dotyczących odpalania z pilota, i przeniesienie całej reszty do jakiegoś wątku typu "opowieści dziwnej treści".