witam,
jestem na forum pierwszy raz, wiec prosze o wyrozumialosc, jesli temat moze byl juz opisywany. MOze mieliscie juz taki problem, ktory opisze i mi cos doradzicie, bo ja juz jestem zrezygnowany i zalamany stanem mojego auta. Mam powazny problem z moja corolla verso 2.2 D-cat z 2005 roku. Problem ten zawsze pojawial sie w porze jesienno-zimowej, jak auto chodzilo dluzej na ssaniu. Latem nie mialem tego problemu. Coraz czesciej dzieje sie tak, ze po odpaleniu auta i przejechaniu moze 1 km, auto nagle traci moc, nie reaguje wogole na gaz i zapalaja sie trzy pomaranczowe kontroli, check engine, VSC + TRC off. Gdy zgasilem silnik i odpalilem go od nowa, auto odzyskiwalo moc, kontrolkni nadal sie palily, ale po paru dniach gasly, do ponownego wystapienia problemu. I tak w kolko. Musze tez zaznaczyc, ze auto czesto mi kopci na bialo (smierdzi takim palonym woskiem). Latem wystepuje ten proces dosc rzadko, natomiast w porze jesienno zimowej czesto. Ale wracajac do tematu tracenia mocy. Rok temu tak mi sie juz dzialo i pojechalem z tym do servisu toyoty na Zakopianskiej w Krakowie. Odczytali kod bledu, ze jest problem z cisnieniem paliwa i zalecili mi wymienic filtr paliwa. Przy okazji kazalem sobie sprawdzic stan filta czastek stalych. Przepalali go podczas jazdy przy podlaczonym komputerze i czyscili tez chyba zawor egr. Po tej akcji auto caly rok chodzilo dobrze. W tym roku juz jest masakra. Jak tylko temperatura otoczenia spadla ponizej 10 stopni problem wystapil znowu i to ze zwiekszona moca. Teraz auto potrafi stracic moc i nawet jak je odpale ponownie i odzyska moc, to za chwile znowu ja straci. Pojechalem z tym do serwisu Sowier na Wroclawskiej w Krakowie. Odzytali z kodu bledu, ze jest nieszczelnosc w ukladzie paliwowym/wtryskowym i zalecali sparwdzic wtryski. Pojechalem do serwisu Bosha Gladysek w Krakowie (co bylo moim najwiekszym zyciowym bledem), zrobili mi diangostyke, stwierdzili, ze 1 i 2 wtrysk sa uszkodzone, ze nie mozna ich naprawic, bo nie ma to nich czesci. Przy wykrecaniu wtrysku urwali mi srube w glowicy i kazali mi na nagwintowanie i nalozenie nakladki zaplacic 600 zl zewnetrznej firmie, ktora to robi. Twierdzili, ze to nie ich wina, ze moge przyjsc z rzeczoznawca, ze to nie absolutnie ich wina. Skasowali mnie na 1800 zlotych, a auto nie zostalo naprawione. Pojechalem wiec do mechanika, ktory mi polecil sasiad. Stiwerdzil, ze jakies czujniki na listwie wtryskowej sa uszkodzone i je wymienil na jakies uzywane. Ale to nic nie pomoglo. Teraz twierdzi, ze w paliwie sa jakies opilki, ze pompa wtryskowa jest do naprawy. Po takich przejsciach stracilem juz zaufanie do wszystkich mechanikow, bo czuje sie oszukiwany na kazdym kroku. A moze winny jest temu wszystkiemu po prostu tylko zawor EGR? Meiliscie tez takie przejscia? Bede wdzieczny, za kazda pomoc, bo nie wiem, co mam robic ...