Myślę, że pora na mały raport.
Od czasu do czasu jeszcze wyczuwam jakieś delikatne ślady smrodku, ale to bardziej przeczucie, niż rzeczywisty zapach lub odór. Czasem zdaje mi się, że coś czuję, ale już przy następnym wdechu nie mogę tego potwierdzić, więc myślę, że jest dobrze. I nie wieszałem w aucie żadnego zapachu (choć dostało nowe dywaniki, które też swój zapach mają)
No to teraz podsumowanie tego, co zrobiłem.
Śmierdzą wężyki odpowietrzające na baterii trakcyjnej. Są dwa. Dawałem już jakieś foty, ale dam tu jeszcze raz jako załączniki (czy niezalogowani użytkownicy widzą takie foty?).
Są różne sposoby. Ja wybrałem moim zdaniem najlepszy z najtańszych

- wymieniłem rurki na zrobione przez siebie.
Jakie są sposoby? Ano po kolei:
1. Pojechać do Toyoty i kazać felerne wężyki wymienić. Niestety nie ma gwarancji, że nowe nie będą śmierdziały dokładnie tak jak stare, a cena usługi i części pewnie niejednego wyrwie z butów.
2. Można uszczelnić kanał wietrzący baterię. Kanał zaczyna się kratką z prawej strony tylnego siedzenia, wchodzi do baterii, przechodzi przez nią (w końcu ma ją wietrzyć i chłodzić), wychodzi pod tapicerkę bagażnika z prawej strony, tam jest dmuchawa, która zasysa powietrze z wnętrza samochodu, chłodzi baterię i wydmuchuje powietrze do kanału wylotowego i na zewnątrz pojazdu z prawej strony w okolicy akumulatora 12V.
Szkopuł w tym, że kanał u jego wylotu nie jest szczelny - nie przylega do kratki wylotowej, a do tego ma od spodu prostokątną dziurę, której nie widać - można ją wymacać palcami. Dlaczego tak jest - nie wiem. Podejrzewam, że to kwestia ekonomii pojazdu. W lecie powietrze schłodzone przez klimę zupełnie szczelny system wydmuchiwałby na zewnątrz, a w zimie ciepełko - też na zewnątrz. Pracująca klima, albo ogrzewanie zużywają paliwo.
Powietrze chłodzące ma kontakt ze śmierdzącymi rurkami i zapaszek zamiast być wydmuchiwany na zewnątrz, jest wdmuchiwany do bagażnika. Gdyby rurki nie śmierdziały, byłoby to idealne rozwiązanie, ale śmierdzą...
Niektórzy skarżący się na smrodek uszczelniali wylot kanału chłodzącego - przyklejali go do kratki wylotowej szeroką taśmą, plus zaślepiali otwór w kanale wylotowym, o którym pisałem wcześniej.
Efekty podobno dobre z tym minusem, że rozwiązanie podnosi być może bardzo nieznacznie, ale jednak, zużycie paliwa.
Plusem rozwiązania jest to, że nie trzeba tak radykalnie rozbierać tyłu samochodu.
3. Można zostawić oryginalne rurki, ale opsikać je preparatem PlastDip. Nie wiem którym specyfikiem, bo firma ma chyba wiele produktów, a ja nie zajmowałem się tym szerzej. Opsikuje się podobno sprayem rurki z zewnątrz, pewnie można/trzeba też od wewnątrz. Podobno tak potraktowane rurki przestają śmierdzieć i można je ponownie zamontować. Ponoć skuteczne.
4. Można, tak jak ja, wywalić śmierdzące rurki i zastąpić je samodzielnie wykonanymi. Tę metodę mogę opisać nieco dokładniej i dać kilka fotek.
Jak dostać się do baterii opisuje kilka pdfów tutaj:
http://www.hybridbatterydepot.com/v/vspfiles//assets/Manuals/Toyota%20Prius%20Hybrid%20Battery%20Installation%20Documents.zipStrony określam stojąc z tyłu samochodu i patrząc w kierunku baterii i przodu auta.
Nowe wężyki zrobiłem z przezroczystych węży PCV kupionych w Castoramie. Do mojego rozwiązania potrzebny jest wąż 12 mm i 10 mm. Kupiłem po 2 m każdego i było aż nadto.
Oryginalne wężyki mają harmonijki, które umożliwiają ich rozciągnięcie na długość. To w wypadku napęcznienia segmentów baterii - coś takiego równa się fizycznemu zniszczeniu baterii, więc jest to przypadek dość ostateczny... Jednak mimo tego postanowiłem jakoś możliwość rozciągnięcia na długość odtworzyć i wymyśliłem posztukowanie wężyków (patrz zdjęcia).
Wężyk 10 mm wchodzi ciasno do wężyka 12 mm i o to chodzi.
Wężyk 12 mm pasuje doskonale na plastikowy króciec po prawej stronie baterii - nie potrzebne jest żadne kombinowanie
W każdym segmencie wężyka 12 mm (długość około 38 mm, jeśli mnie pamięć nie myli) wiercimy ostrym wiertłem 6,5 mm dziurkę. Najlepiej włożyć do odcinka 12 mm rurki jakieś drewienko lub kołeczek i wiercić na wiertarce stołowej - bardzo ułatwia sprawę. Króciec na segmencie baterii ma średnicę 7 mm - rurka wejdzie i będzie ciasno siedziała.
Konstruujemy wężyk z naprzemiennie połączonych segmentów 12 mm i 10 mm (te chyba po około 18 mm).
Metoda ma tę zaletę, że można regulować pozycję dziurek pod króćce i nie przejmować się zbytnio dokładnością ich umieszczenia - zawsze można trochę rurkę 10 mm wcisnąć dalej lub wyciągnąć.
Z jednej strony konstrukcję trzeba zaślepić czymś pasującym i najlepiej plastikowym, a z drugiej strony trzeba dopasować końcowy segment 12 mm tak, żeby jego koniec wszedł na plastikowy króciec odprowadzający.
Ot, cała filozofia.
Dołączam parę fotek.
Mat