Panowie, muszę się pochwalić "wspaniałym" wydarzeniem, które spotkało mnie na drodze pierwszy raz od ponad 40 lat. Nigdy czegoś takiego dotychczas nie miałem. Wczoraj, w niedzielę na trasie, jadąc ekspresówką, spotkałem się z piękną, bardzo ciemną chmurką na niebie, która spuściła na mnie, tak nagle, potężną ulewę i grad, wielkości dużego paznokcia na kciuku, który zsiekał mi całą maskę i dach. Miałem o tyle szczęścia, że za moment pojawił się wiadukt, pod którym już stało kilka aut na pasie awaryjnym i znalazło się trochę miejsca i dla mnie, co uratowało mnie przed zupełną katastrofą. A w tej chwili po wycenie w firmie PDR, na dachu jest ponad 200 gniotek, a na masce ponad 70. Gniotki nie są zbyt duże , takie małe, liczne dołeczki. Pan od PDR powiedział, że zrobi mi to bez śladu, jestem umówiony na robotę za 2 tygodnie, będzie robił 2 dni,cena ok. 4000 zl. Nie życzę nikomu takiej przygody


