w starej corolli miałem taki pstryczek, a nawet dwa - działanie jednego polegało na tym że jak był w pozycji off to rozrusznik po przekreceniu kluczyka nawet nie drgnął - tak jakby nie było akusa

a drugi - to nawet nie był przełącznik, tylko taka `blaszka` która należało dotknąć przy kręceniu rozrusznikiem, jak dotykiem nie zamknąłem obwodu to kręcił i kręcił jakby paliwa nie było

W Wa-wie oba te zabezpieczenia przeszły pozytywnie test, jak na ulicy Miłej koło CH Klif, w nocy ktoś próbował odjechać, z alarmem, zamkami poradził sobie bez problemu, z tymi zabezpieczeniami już nie

dobrze że tylko ze złości powyrzucał z samochodu różne rzeczy na trawnik, a nie podpalił dla zatarcia śladów. może i staroświeckie rozwiązanie ale warte dużo więcej niż fabrycznie alarmy za grubą kasę. W prusaku 2 gen założyłem sobie już samodzielnie GPS z kartą sim, ale wolałbym te pstryczki.