Tylko, że tego nikt nie kwestionuje!!! Każdy potwierdza, że system ostrzega, ale nie każdy już potwierdza, że samochód zahamuje za Nas, bo jeszcze nigdy nie wykonał hamowania w odległości 1,5 długości Auris, więc albo on nie działa, albo za długo na reakcje kierowcy, co powoduje niebezpieczna sytuacje. Przypomnę, że nawet Auris przy prędkości 60km/h nie zatrzyma się w miejscu. A zaznaczam , że Toyota zapewnia, że w razie braku reakcji kierowcy system wykona awaryjne hamowanie nawet przy 80km/h, a Auris ma 4,5 m długości x 1,5 daje = sami policzcie. Naprawdę nie chce Wam się myśleć?
Po pierwsze to jest o wiele bardziej złożone, bo oprócz odległości system mierzy również prędkość naszego pojazdu, prędkość innego pojazdu, analizując nie tylko wartości "statyczne" ale również prędkości narastania/opadania, a to jest na tyle skomplikowane że organoleptyczna ocena przestaje być wiarygodna. Tych parametrów w algorytmie jest zapewne więcej, o czym już instrukcji nie wspomniano aby nie mącić w głowach użytkownikom, ale o tym w oddzielnym poście.
Po drugie, kierowca w zasadzie nie ma szans ocenić czy system zadziałał czy nie, jeżeli sam wcisnął hamulec, bo jak już ktoś to obrazowo wyjaśnił, strefa komfortu systemu jest o wiele mniejsza niż strefa "testującego". System zawsze będzie też szybszy, bo on nie działa na zasadzie trzeciej kończyny wyskakującej z ukrycia jak w Fantomasie ;-) - odstęp pomiędzy podjęciem decyzji a rozpoczęciem hamowania jest wielokrotnie krótszy. Dlatego nie możemy stwierdzić, że "system nie zadziałał więc sam wyhamowałem".
Po trzecie, system wspomagający kierowcę nie może działać jak system autonomiczny, bo to łamie żelazną zasadę "one control at the time". Algorytm musi w pierwszej kolejności wykluczać wszelkie sytuacje, w których kierowca świadomie doprowadza do danej sytuacji drogowej. W przeciwnym razie w takich Stanach byłaby lawina pozwów typu "samochód zaczął gwałtownie hamować mimo że wcale tego nie chciałem..."