To, że alarm jest kiepsko zintegrowany z autem nie ulega wątpliwości. U każdego z nas coś nie działa tak jak byśmy sobie tego życzyli albo jest coś mało intuicyjne.
Jak czytam jednak Wasze wypowiedzi dochodzę do wniosku, że dużo gorzej wygląda to w sytuacji gdy w aucie występuje system bezkluczykowy. I tutaj pewnie problemy są spowodowane tym, że sygnał radiowy alarmu jest zakłócany sygnałem radiowym systemu bezkluczykowego auta. Nie wiem ile anten jest w aucie, które emitują i odbierają sygnał bezkluczykowy, ale jest ich chyba więcej niż jedna. Skoro system ten działa dobrze (a chyba działa bo w końcu zrobiła go Toyota) to znaczy że sygnał ten jest na pewno silniejszy niż sygnał radiowy alarmu i go najzwyczajniej zakłóca. Stąd pojawiają się problemy w wykrywaniu pilota przez alarm. Sygnał jest słaby i pilot jest wykrywany tylko z bardzo małej odległości (np. tylko z kabiny), albo jest wykrywany późno już po otwarciu drzwi.
Ja osobiście mam wiele zastrzeżeń do tego alarmu, ale nie mam takich kłopotów z jego dezaktywacją. Dzieje się tak chyba dlatego, że po prostu nie mam systemu bezkluczykowego.
Dodatkowo gdy sygnał radiowy pilota jest zakłócany przez system bezkluczykowy i nie potrafi się skomunikować z pilotem to wykonuje to kilkukrotnie w przeciągu tych 30 sekund (tutaj nie pamiętam ilu dokładnie) zanim aktywuje alarm. To bezpośrednio mogłoby się przekładać na trwałość baterii w pilocie alarmu, no bo zamiast jednej komunikacji wykonuje ich kilka z rzędu.
To takie moje wnioski i spostrzeżenia. Nie wiem czy są trafne. Gdyby tak było musielibyśmy zaobserwować że alarm działa dużo gorzej w samochodach z zainstalowanym systemem bezkluczykowym.