witam,
nie chce mi odpalić Ave. sytuacja wygląda tak:
jade sobie spokojnie i nagle jakiś kozak w acordzie próbuje sił. 1 światła, 2 światła kozaczy więc z spod 3 świateł też dałem czadu 1 do 6000, 2 do 6000 i 3 do 6000. został z tyłu. więc z tych 6000 (może mniej) na 3 chce sobie wrzucić spokojnie na 4 jak tu nagle wskoczyła 2. szarpneło samochodem. zorientowałem sie szybko w sytuacji i sprzęgło. to samochód gaśnie, na bieg i odpalam. kręci, pogasły kontrolki. sprzęgło i znowu gaśnie. i tak stanęłem na światłach i tak zostałem (kierowca z acorda jednak okazał sie spoko gość nawet sie zapytał czy sie nic nie stało). dodam że przy tej nieszczęsnej redukcji nie słyszałem żadnych trzasków więc skrzynia nie poleciała.
i teraz tak. kręce kluczykiem. rozrusznik kręci. fura nie odpala. zrobiłem wiele prób. zagadałem taksówkarza aby mnie pociągnął (wydawało mi sie że sie zalał. ale co ja sie tam znam). pociągnął i kilka prób odpalenia. na wrzuconym biegu kontrolki gasną. sprzęgło - gaśnie samochód i zaświecają sie kontrolki.
taksiarz podumał i próbował podpowiedzieć że regulator napięcia w alternatorze lub szczotki. nie polemizowałem z nim bo brak mi dośwadczenia.
jakieś dobre rady? jakaś złota rączka króra by mi mogła to zrobić w niedziele? jakiś namiar do mechanika/elektryka który by mógł podjechać na bielany?
pozdrawiam i z góry dzięki za dobre rady
mariusz