Po 11 latach postanowiłem sprzedać swoje Mondeo. Okazało się, że jest całe bite. Gópek ze stacji diagnostycznej tak to ocenił na zlecenie potencjalnego kupca. Tymczasem samochód przeszedł dwa razy ścieżkę lakierniczą w fabryce i ma 200-230 mikronów. Zadałem pytanie Fordowi co o tym sądzi i cisza. Od dwóch miesięcy. Kupiłem podstawowy miernik i sprawdziłem RAV4. Przednie błotniki, maska i tylna klapa nie gadają. W sensie tak gruba szpachla, że brak wyniku. Luzik, pewnie jakiś dziwny stop, ale pojawiło się coś dziwnego. Normalnie jest 140 mikronów, a w zagłębieniu za tylnym oknem ( słupek C) mam 200 mikronów. Kolejna komedia lakiernicza, która za czas jakiś zostanie uznana przez kupca za samochód po zderzeniu z TIR-em.