Toyota wprowadziła światła matrycowe już w 2012 r. Początkowo trafiły one do Lexusa, ale już rok później były montowane także w Toyotach.
W 2019 r. Toyota wdrożyła matryce trzeciej generacji, wykorzystując dwa szybko obracające się zwierciadła, kształtem przypominające łopatki wiatraka. Diody LED kierują w stronę zwierciadeł snop światła. Ten jest emitowany na zewnątrz za sprawą działania dwóch efektów. Pierwszym jest synchronizowanie luster. Drugim dynamiczne włączanie i wyłączanie diod. To daje możliwość zaciemnienia części obszarów na drodze w sytuacji, w której pojazd nie chce oślepić kierowcy auta, jadącego w przeciwnym kierunku.
Takie rozwiązanie ma szereg zalet. Największymi z nich jest ogromna dokładność, niski koszt produkcji i bardzo mały poziom zużycia energii. Precyzja pracy strumienia światła dochodzi do 0,7 stopnia. W ten sposób istnieje możliwość doświetlenia tych obszarów drogi, które normalnie nie byłyby dobrze doświetlone. To poprawia widoczność i poziom bezpieczeństwa. Reflektory dają możliwość dostrzeżenia pieszego, idącego skrajem drogi nawet z 56 metrów. Dotychczas dystans ten był prawie dwukrotnie mniejszy i wynosił 32 metry. Ciekawostką takiego rozwiązania jest też fakt, że zestaw 10 diod umieszczonych w każdym ze świateł, daje lepsze efekty niż kilkadziesiąt diod w reflektorach konkurencji.
Obecnie pojawiła się już czwarta generacja matryc. Diody ustawione są piętrowo (najczęściej w dwóch rzędach). System włącza je i wyłącza, precyzyjnie kontrolując oświetlone i nieoświetlone obszary na drodze i wokół niej. Umożliwia to wygaszenie światła padającego na pojazd z przodu, a jednocześnie oświetlanie drogowskazu nad wiszącego wysoko nad drogą.