Po dłuższym (bądź nie) zastanowieniu postanowiłem zmienić Falkeny Ziex, na których moja Toyota wyjechała z salonu, na Michelin Crossclimate 2. Przed zakupem czytałem różne opinie, m.in. w tym wątku, mniej lub bardziej wiarygodne testy, przeprowadzane przez przeciwników, jak również zwolenników opon wielosezonowych. Są to moje pierwsze opony całoroczne, odkąd sam decyduję, co w samochodach, którymi jeżdżę ma kontakt z jezdnią. Przyznaję, że gumy Michelin nie były moim pierwszym wyborem. Długo zastanawiałem się nad Nokianami Seasonproof, które wypadały dosyć dobrze w testach, a jednakże były nieco tańsze. Jednak, jak to często bywa o wyborze zdecydował przypadek. Z Nokianów, jako marki byłem dotychczas zadowolony. Wcześniej posiadałem zimówki tej marki i szczerze mówiąc nigdy mnie nie zawiodły. Uznałem więc, że jeśli jest coś sprawdzone, to warto pójść w tę stronę. Zależało mi na tym, żeby opony były produkcji fińskiej, a nie rosyjskiej. Patrząc przez pryzmat doświadczenia, fińskie były wykonane zdecydowanie lepiej od ich rosyjskich odpowiedników. Skoro już miałem wybrany model, postanowiłem obdzwonić kilka hurtowni, celem kupna. Niestety, a może stety, we wszystkich hurtowniach wielosezonówki Nokiana były jedynie produkcji rosyjskiej. Nie to nie. Kupiłem Michelin.
Na oponach Crossclimate przejechałem dotychczas około 600km. Niby niewiele, ale w zasadzie już mogłem wyrobić sobie na ich temat jakąś opinię. Poza śniegiem i mrozem, z racji pory roku, miałem możliwość przetestowania ich we wszystkich interesujących mnie warunkach, od upałów po burze.
Moim zdaniem nie są znacznie głośniejsze od letnich Falkenów. O ile w mieście różnica może być nieodczuwalna, z racji niewielkich prędkości, tak na autostradzie, jadąc z prędkością około 120km/h można było swobodnie rozmawiać, czy też słuchać radia. Dobrze trzymają drogi, nie zauważyłem pogorszenia przyczepności w stosunku do poprzednich opon letnich. Zapewne zużycie będzie szybsze, ale po 600km przebiegu nie jest to o tyle zauważalne, żebym się bardziej rozpisał.
Znaczna różnica była natomiast przy odprowadzaniu wody i to na korzyść Crossclimate. Dwa dni temu wracając z Jury przytrafiła mi się po drodze burza. Michelin dawał radę, moim zdaniem poradził sobie znacznie lepiej niż Falken w takich samych warunkach. Mówimy oczywiście o jeździe z prędkościami dostosowanymi do panującej aury. Opony sprawnie pozbywały się nadmiaru wody, dzięki czemu samochód prowadził się niezwykle pewnie.
Nawet wjazd na trasie przy większej prędkości w stojącą wodę, której nie niestety nie miałem szans odpowiednio wcześniej zobaczyć, nie sprawił Michelinom większych problemów. Analogiczna sytuacja w przypadku Falkenów skończyła się chwilową utratą przyczepności. Uprzedzając (ewentualne) komentarze, nie należę do osób, które odruchowo wciskają w takich sytuacjach hamulec, więc utrata przyczepności nie wynikała z tego, że mogłem dać się ponieść emocjom.
Po dystansie, który udało mi się dotychczas na tych oponach pokonać, a który każdego dnia zwiększa się, mogę szczerze napisać, że jestem zadowolony z zakupu.
Nie jestem sprzedawcą opon, ani tym bardziej nikt nie płaci za reklamowanie, takiej czy innej firmy. Mój komentarz wynika z subiektywnej oceny, popartej osobistym doświadczeniem.
Dotychczas, a jeżdżę już ponad 20 lat, unikałem opon wielosezonowych, uznając, że jeśli coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Wychodzi więc na to, że albo przez te wszystkie lata byłem w błędzie, albo po prostu technika poszła naprzód i producenci opon są w stanie sprostać wyzwaniom, które się przed nimi stawia, znacznie lepiej niż to było do tej pory.
Kończę już ten przydługi post, który pewnie zaktualizuję po sezonie zimowym.